sobota, 4 maja 2013

Rozdział 8.

(Alex POV)
Całą drogę spędziliśmy w milczeniu. Byłam zła na samą siebie, że to wszystko doszło tak daleko... Miałam go po prostu dość. Chciałam, żeby zniknął z tego świata, a jednak zależało mi na jego obecności. Dziwne uczucie.
Louis nacisnął klamkę i popchnął drewniane drzwi. Wnętrze jego domu było mi bardzo dobrze znane. Spędzałam tu kiedyś popołudnia i weekendy, nie martwiąc się, że ktoś nieodpowiedni zobaczy mnie tutaj. A teraz ciężko mi postawić krok na tak dobrze znanej podłodze, bo niczego nie jestem pewna.
Louis zrobił zachęcający gest w stronę salonu. Zdjęłam buty i poszłam za nim.
- Napijesz się czegoś? - usłyszałam jego głos.
- Uhm... Możesz mi nalać wody.
Przez to wszystko zaschło mi w gardle, ale nie miałam ochoty na nic gorącego. Rozglądając się po wnętrzu salonu, nie zauważyłam kiedy Louis postawił szklankę z wodą na stoliku.
- Dzięki - mruknęłam.
Chłopak usiadł obok mnie na kanapie. Nie miałam ochoty odstawiać teraz tego samego cyrku i odsuwać się jak najdalej, niech będzie tak, jak jest. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że nic nie mówił. Kiedy dotarłam już do połowy szklanki, wreszcie usłyszałam jego głos.
- Alex, wyjaśnij mi jedną rzecz...
Udając, że usiłuję pozbyć się jakiejś skórki obok paznokcia, oczekiwałam na kontynuację pytania.
- Dlaczego to robisz?
- Dlaczego robię co?
Zaakcentowałam ostatnie słowo, chociaż domyślałam się, o czym mówi. No dobra, byłam pewna. Ale  przecież nie mogłam mu o tym powiedzieć wprost.
- Dobrze wiesz, o czym mówię.
Zacisnęłam wargi. Co teraz?
- To nie twoja spra...
- Alex - przerwał mi Louis - Nie możesz wiecznie tego w sobie kryć. Przecież możesz mi powiedzieć. Co może się stać?
Westchnęłam. Nie do końca miał rację, ale jeśli tak bardzo chciał wiedzieć, proszę bardzo.
- Chcesz wiedzieć? - zapytałam, podnosząc gwałtownie głowę - Proszę. Powiem ci.
Chłopak patrzył z oczekiwaniem na moją twarz.
- Przez ludzi. Przez matkę, siostrę, przez ciebie, przez koleżanki. To wy wszyscy zmuszacie mnie do tego. Niszczycie mi życie. Po kawałku, powoli. Tak, żebym cierpiała. Tak? O to wam chodzi?
Nie zorientowałam się, że podniosłam głos do krzyku. Louis wydawał się być zdumiony moją reakcją, więc nie odpowiadał.
- Muszę sobie jakoś radzić. Nie obchodzi mnie to, że inni też mają problemy i tak nie reagują. Ja nie jestem inni. Jestem sobą. Głupią, popieprzoną, brzydką, chamską i fałszywą Alex. Musicie jeszcze bardziej mnie od środka niszczyć? To wy jesteście źródłem moich problemów. Dlatego że codziennie was was widzę i muszę słuchać waszych opinii na mój temat, to dlatego to robię. Zadowolony?
Chłopak siedział w osłupieniu z łokciami opartymi na kolanach. Jego twarz nie wyrażała nic innego niż zmieszanie i zakłopotanie. Nie powinnam być taka, ale cóż. Chciał wiedzieć to wie.
- Alex, ja... - zaczął, przełykając nerwowo ślinę - Ja nie wiedziałem.
Ależ oczywiście, że nie. Musiałam ci sama zwrócić uwagę.
- Ja nie chciałem ci niszczyć życia, to nie tak... Ja po prostu...
Chwilę wymachiwał lekko rękami, chyba nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. W końcu wziął oddech i dokończył.
- Ja tylko chcę ci pomóc.
Byłam lekko zawiedziona, bo przeczuwałam, co chce powiedzieć. Pomóc? Śmieszny jesteś. Jeszcze nikt nie zdołał mi "pomóc" nie niszcząc mi przy okazji życia.
- Louis, odpuść sobie - mój głos uspokoił się - Nie chcę niczyjej pomocy. Nie potrzebuję jej. Nikt nie potrafi mi pomóc.
- A jeśli obiecam ci, że znam sposób?
- Sposób na co?
- No... żebyś wyszła z tego nałogu.
Nigdy wcześniej nikt nie nazwał tego nałogiem. Słowa Louisa uderzyły we mnie tak, że nie mogłam nic wykrztusić. No chyba śni.
- Jakiego nałogu? - mruknęłam - To tylko cięcie się, nie żaden nałóg...
- Jeśli nie możesz czegoś powstrzymać, robisz to ciągle, codziennie i jesteś przekonana, że to daje ci radość to niestety trzeba nazwać to tak, a nie inaczej.
Westchnęłam. Kurde, ten gość wie, co mówi. Siedziałam chwilę w milczeniu, po czym wykrztusiłam:
- Dlaczego chcesz mi pomóc?
Louis spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku, aż coś we mnie od środka uderzyło. Dlaczego tak się na mnie patrzył?
- Bo... Alex...
Kilkadziesiąt sekund zajęło mu sklecenie jakiejś konkretnej wypowiedzi. Dzisiaj strasznie się jąkał, zazwyczaj był bardziej pewny siebie.
- Alex, zależy mi na tobie.
Co    on    właśnie    powiedział?
Że mu na mnie zależy?
I to dlatego traktował mnie jak jakąś sukę? Zachowywał się, jakbym była kolejną dziewczyną poznaną w klubie, z którą chce się tylko zabawić? Jego natura nie pozwalała mu, żeby poczuł do dziewczyny coś innego niż pożądanie. Nie wierzyłam w to, co mówił, ale w głębi duszy czułam, że nie żartował. Jego oczy - patrzące na mnie z żalem, chociaż lekko się uśmiechał. Słowa, które wierciły dziurę w mojej głowie. Głos - nie ten sam, co zawsze. Miękki, dobry.
Dlaczego teraz tak o nim myślę?
- Ja wiem, kim jestem... kim byłem... Masz prawo myśleć, że żartuję. Nie zdziwię się. Chcę ci tylko powiedzieć, że nie odważyłbym się w takiej sprawie żartować i rzucać słów na wiatr. Wiem, co mówię.
- Więc  co chcesz zrobić? - szepnęłam.
- Musisz iść do psychologa. Postaram się opłacać ci wizyty... Będę przy tobie i będę cię wspierał. Nie pozwolę, żebyś do tego wróciła.
Łał. On naprawdę to powiedział. Louis Jackson, ten sam, który wykorzystał miliony dziewczyn, który nigdy nie szanował osób przeciwnej płci, powiedział mi, że mu na mnie zależy.
- Czy ty... chcesz mnie zaciągnąć do łóżka? - zapytałam.
- Alex, co ty mówisz. Ja wiem, jaka była moja przeszłość, ale ciebie nie odważyłbym się wykorzystać.
Zaraz, Alex. Co ty robisz? Czy pozwalasz temu gościowi żeby się do ciebie zbliżył?
Szybko się otrząsnęłam. Nie, to zaszło zdecydowanie za daleko. Nie mogłam mu zaufać.
- Dzięki, ale nie skorzystam - mruknęłam, podnosząc się z kanapy.
- Ale Alex...
- Nic z tego, Louis. Nie mogę ci zaufać.
Chłopak pozwolił mi założyć buty, ale kiedy otwierałam drzwi, przytrzymał mój nadgarstek, przyciągając mnie twarzą to swojej.
- Było blisko - powiedział - myślałem, że naprawdę mi się uda. Ale nie, ty jesteś uparta...
- Tak, jestem uparta. Wiem, co chcesz zrobić.
- Alex, ja nie...
- Dlaczego miałabym ci uwierzyć?! Po tym, jak mnie potraktowałeś?
- Posłuchaj mnie.
Dalej trzymał mój nadgarstek, do tego zacieśniał uścisk. Poczułam ból, bo niedawno pojawiły się tam nowe rany.
- Louis, puść... - jęknęłam.
Jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Przestraszony poluźnił uścisk i odwrócił nadgarstek tak, że miał przed oczami kilkanaście centymetrów doszczętnie pokaleczonych rąk. Przejechał palcami drugiej ręki po tych najświeższych, przez co syknęłam z bólu.
- Przestań.
- Alex, ty nie możesz dalej tego robić! Nie chcę cię zranić, nie chcę żebyś cierpiała! Chcę ci tylko pomóc, uwierz mi. Nie możesz być taka uparta, bo w końcu się zabijesz...
- I dobrze! Będziecie wszyscy szczęśliwi! Moja matka, ojciec, siostra... Claudia, a najbardziej...
- JA nie będę szczęśliwy - byłam zdziwiona, jak stanowczo było wypowiedziane przez niego to zdanie - Nie rozumiesz, że cię kocham?!
Mimo że to pytanie było raczej krzykiem wypowiedzianym przez nerwy, momentalnie zmiękłam. Chwila, czy on właśnie wyznał mi miłość? Nie, to nie może być prawda...
- Jesteś wspaniałą osobą! Możesz skończyć szkołę, iść na studia... Spędzić resztę życia z chłopakiem, którego kochasz. Założyć rodzinę... Każda dziewczyna na świecie tego chce. I nie zastanawia się, czy jest potrzebna ludzkości. Ważne, że jest potrzebna jednej osobie. Może to być koleżanka z ławki, rodzice albo... chłopak - widziałam, że zarumienił się lekko po tym słowie - ale jest potrzebna. I ty też jesteś. To nieprawda, że rodzice cię nie kochają, że siostra ma cię gdzieś. Oni wszyscy cię potrzebują, tylko może nie okazują tego tak, jak... jak trzeba.
Miałam mętlik w głowie. Nic nie mówiłam, nieprzytomnie wpatrując się w jego twarz. Miał piękne oczy. Nie to, co ja.
_____________
Louis POV
Wreszcie to wykrzyczałem. To nic, że może byłem zbyt nachalny. Że dopiero co przekonywałem ją do tego, żeby dała sobie pomóc, a kilka minut później już wyznaję jej miłość. Czy to było prawdziwe? Tak, jak najbardziej. Czy chciałem to jej powiedzieć? Może nie teraz, ale kiedyś z pewnością. Alex była inna niż wszystkie dziewczyny. Najbardziej imponowała mi jej nieprzeciętna uroda, zawziętość, upór... A poza tym była urocza kiedy się denerwowała. Szkoda, że przez swój charakter nie chciała mi uwierzyć, że skończyłem z klubowym życiem dla niej, dla tej jednej dziewczyny, z którą chciałem spędzić resztę życia. Oczywiście jeśli uda mi się ją przy tym życiu przytrzymać...
Nie zależało mi na tym, żeby ją zaciągnąć do łóżka. Póki co moim celem było uszczęśliwienie jej i wyciągnięcie z nałogu. Z całego serca chciałem, żeby przestała. Zwłaszcza, że ja byłem powodem jej problemów, więc zaczynam od samego siebie. Muszę jeszcze załatwić resztę...
- To co, uwierzysz mi? - zapytałem, podając jej rękę.
Alex niepewnie przeniosła wzrok na moje oczy. Od razu poczułem coś bliżej nieokreślonego. Ciepło, kiedy ma się bliską osobę przy sobie. A jednocześnie miałem wrażenie, że daje mi wejść do jej duszy. Powoli podniosła trzęsącą się dłoń i położyła na mojej. Odetchnąłem z ulgą. A więc udało się...
- Alex, nawet nie wiesz, jak się cieszę... - nie mogłem się powstrzymać od przytulenia jej.
Ona chyba nie czuła tego samego, dalej patrzyła się na moją twarz spode łba z wyrazem zażenowania, a jednocześnie wściekłości. Znałem ten wzrok. Cały czas tak spoglądała na ludzi.
A więc zaczynamy odbudowę jej psychiki...
_______________
Alex POV
Po tym wydarzeniu wyszliśmy z domu. Louis chciał chwycić moją rękę, ale to nie dla mnie, takie trzymanie się za rączki. Modliłam się żebyśmy jak najszybciej dotarli do mojego domu i się rozstali. Musiałam to na spokojnie przemyśleć.
Louis podszedł do drzwi obok miejsca kierowcy i otworzył je, pozwalając mi wejść do środka. Sam zajął miejsce za kierownicą. Przez dłuższy czas nie ruszaliśmy, bo "kierowca" patrzył się intensywnie w lewy profil mojej twarzy.
Poczułam się trochę niekomfortowo czując jego wzrok na mnie. Miałam coś na twarzy?
- O co chodzi? - mruknęłam, odwracając się.
- O nic - mruknął - po prostu jesteś piękna.
Okej?
Czy on właśnie wyraził opinię na mój temat i nie była ona obraźliwa?
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień...

***
Po powrocie zaraz padłam na łóżko i zasnęłam. Nie miałam czasu myśleć nad kończącym się właśnie dniem. Pomyślałam, że może lepiej zajmę się tym następnego dnia.
Wstałam bardzo wcześnie żeby na spokojnie wziąć prysznic, spakować się i zjeść śniadanie. W szkole byłam grubo przed czasem, co bardzo mnie samą zdziwiło. Zazwyczaj mało się nie spóźniałam, a dzisiaj weszłam do prawie pustej klasy i zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce. Zorientowałam się, że nie wzięłam z dołu worka z butami. Zeszłam na dół, spotykając po drodze kilka znajomych twarzy, które nie miały zamiaru nawet powiedzieć "cześć".
Na dole zauważyłam Claudię. Idiotka od razu podniosła tyłek z podłogi i podeszła do mnie.
- Alex! Jak tam?
- Nie powinno cię to obchodzić - mruknęłam, rozglądając się za zostawionym workiem.
- Uuuu, komuś Louis zepsuł humor...
Że co? Skąd ona o nim wiedziała?
- O co ci chodzi?
- Nie udawaj, słońce... Widziałam was wczoraj pod domem Pattie. Właściwie to szłam właśnie do niej. A tu niespodzianka! Gruchające gołąbeczki...
- Zamknij ten swój brudny ryj - warknęłam.
- Nie denerwuj się, słońce. Niestety muszę ci powiedzieć, że Louis szybko się tobą znudzi... Myśli tylko o jednym. Ale żeby chcieć z tobą iść do łóżka? On chyba oczu nie ma - mówiąc to, przeleciała mnie wzrokiem z udawanym obrzydzeniem.
Dość tego. Ta ciota na zbyt wiele sobie pozwala.
- Louis nie ma zamiaru mnie zaciągać do łóżka, a tak właściwie to nie twoja sprawa.
Wściekłość powoli rozlewała się po moim ciele, ale powstrzymałam się od przywalenia jej w twarz.
- To po co byłaś u niego? Bo chyba... ekhm... Nie jesteście razem?
- Nie - warknęłam, tym razem bardziej stanowczo - Odwal się, powiedziałam coś.
- No dobra, już sobie idę. Wiedz tylko, że nie masz u niego szans, nie gustuje w brzydkich, zakompleksionych nastolatkach...
Bezczelna. Nikt nie może sobie wyobrazić, jaka byłam na nią wściekła. Stałam przez chwilę zastanawiając się, czy mogę jej przywalić, ale było tam za dużo ludzi.
- Nie myśl, że coś zdziałasz, suko. Nie obchodzą mnie twoje opinie.
To było ostatnie zdanie wypowiedziane do niej. Zapomniałam zupełnie o worku, chciałam tylko pójść na górę, napić się czegoś i jakimś cudem opanować złość.
Jakby tego było mało, pod drzwiami na stołówkę stał nie kto inny jak Bills.
- Kogo my tu mamy - uśmiechnął się sztucznie - Ktoś tu chyba jest nieźle wkurzony...
Nie zwracałam na niego uwagi. Jego złośliwe komentarze już dawno przestały robić na mnie wrażenie.
- Czyżbyś była baaaardzo zła?
Uważaj, chłopcze...
- Mam coś, co pozwoli ci się odprężyć i zapomnieć o tych wszystkich, którzy doprowadzają cię do szału. 
- Co masz na myśli? - mruknęłam.
W odpowiedzi dyskretnie wyciągnął z kieszeni dwa małe, plastikowe woreczki. Wewnątrz był jakiś biały proszek. W drugim kilka okrągłych tabletek.
- Nie oszukujmy się, ty dobrze wiesz, co to jest... Spróbuj. Wiele osób potwierdziło, że to pomaga.
Nie byłam na tyle głupia, żeby w to uwierzyć. Nie zamierzał odpuścić, dalej wciskał mi jakiś kit.
- Zostaw żyletkę, to ci pomoże - wyciągnął w moją stronę woreczek - A w dodatku nic ci się nie stanie. Rodzice pomyślą, że z tym skończyłaś.
Ostatnie zdanie sprawiło, że zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać.
Alex, co ty robisz? Czy właśnie chcesz kupić od Billsa narkotyki?
Nie wiem, co kierowało moimi myślami. Jedna połowa mówiła mi, że to będzie rozwiązanie wszystkich moich problemów. A druga mocno broniła się, przypominając mi, kim jest Bills.
- No więc?
Nie byłabym sobą, gdybym nie uległa. Musiałam. Naprawdę.
- Okej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz