- No więc...? - mruknęłam.
Mitchel uśmiechnął się w ten swój wkurzający, ironiczny sposób.
- Chyba nie sądzisz, że dam ci to za darmo?
Oczywiście, że nie, idioto. Mógłbyś rozwinąć swoją myśl.
- Oczekuję zapłaty.
- Ale... Ja nie mam pieniędzy. I ich nie zdobędę.
- Ależ Alex, da się to załatwić w inny sposób.
Mówiąc to, przygryzł dolną wargę, przez co wyglądał tak ohydnie i odrażająco, że ciarki przeszły mi po plecach. Czy chciał tego, o czym myślałam? Przecież krążą plotki, że woli chłopaków...
- Co masz na myśli? - mruknęłam zaniepokojona.
W odpowiedzi zaśmiał się drwiąco. Wreszcie ruszył z miejsca, chowając woreczki w kieszeni. Przeszedł obok mnie bardzo blisko i zatrzymał twarz przy moim uchu. Po chwili znoszenia jego odrażającego oddechu, szepnął:
- Bądź dzisiaj koło ósmej. Czekam.
I poszedł dalej, pozostawiając mnie stojącą w osłupieniu obok drzwi do stołówki.
Słowa nie zdołają opisać, jaki jest bezczelny. Naprawdę myślał, że pójdę z nim do łóżka? Tak po prostu, tylko po to, żeby zdobyć jakieś tabletki?
Mylił się. Nie dam się wykorzystać, ale tak, mam zamiar iść do niego dzisiaj wieczorem. Załatwię to inaczej. Będzie bolało.
Kiedy usłyszałam dzwonek, już chciałam iść na górę, kiedy przypomniałam sobie o worku. Wróciłam na korytarz - oczywiście został w tym miejscu, w którym się przebierałam. Nie zwracałam uwagi na spojrzenia tych fałszywych "koleżanek" z mojej klasy, nie odwracając się w ich stronę ani na chwilę, wróciłam na górę.
Obok siedziała już Alice, jak zwykle poprawiała na rogu ławki swoje książki tak, by wyglądały jak najbardziej perfekcyjnie. Zazdrościłam jej, że nie była w żaden sposób związana z różnymi wymysłami Bills'a, bo chyba każda dziewczyna z mojej klasy miała z nim styczność. Niektóre męczył przez sms-y, nachodził, "podrywał", a inne nawet wykorzystywał. Chciał sobie stworzyć opinię "Bad Boy'a", ale przez inną orientację nie bardzo mu to wychodziło. Długie, ciemnobrązowe włosy, ułożone w jakiś bliżej nieokreślony sposób, zawsze na żelu, białe ząbki, jakieś bransoletki, wiecznie koszule w kratki i obcisłe rurki sprawiały, że bardziej był pośmiewiskiem niż postrachem szkoły. A wiecznie naśmiewał się z kogoś - zabawne.
Widziałam, że Alice coś wyraźnie męczyło. Nie chciała patrzeć w moją stronę, nerwowo układała długopisy w piórniku.
- Coś się dzieje? - zapytałam.
Dziewczyna uśmiechnęła się słabo. Chwilę nie odzywała się, ale w końcu usłyszałam jej cichy głosik:
- Alex, słyszałam o czymś... Czy to prawda?
Co, do jasnej cholery? Czyżby ta ciota już rozpowiedziała o naszym spotkaniu całej szkole?
- Możesz sprecyzować pytanie?
- No, że ty i...
- Nie, to nieprawda. Nic takiego się nie wydarzyło, on tylko wyolbrzymia sprawę. Nie poruszaj więcej tego tematu i nie mów o tym nikomu. Dobrze wiesz, że najchętniej by mnie zniszczył.
- A... aha... A szkoda, bo Louis to teraz naprawdę świetny chłopak...
- Louis? Eee... Myślałam, że chodzi ci o Bills'a...
Cholera, Alex, co ty robisz?! Właśnie powiedziałaś Alice o spotkaniu z Billsem. Teraz zacznie zadawać pytania... Trzeba to szybko naprawić...
- Nie, o Louisa. A więc to prawda?
Co mogę jej powiedzieć żeby mieć pewność, że zbyt wiele informacji nie dotrze do niepożądanych osób? Alice była nieśmiała i nie rozmawiała z nikim, ale jak nikt potrafiła niezbyt dyskretnie okazywać, że coś ją trapi, że wie o czymś ciekawym. Zaraz zaczęłyby się pytania i do końca dnia wiedziałaby cała szkoła. Tak to właśnie działa w naszym liceum...
- Rozmawiałaś z Claudią?
- Nie, z Pattie...
Cholera, no tak! Przecież Pattie była wtedy w domu... Wszystko się wali. Muszę z nią pogadać.
- Byłam u Louisa, ale nie do końca z własnej woli. Pogadaliśmy chwilę, ale to nic wielkiego.
- Naprawdę? Bo Pattie mówiła mi, że wy... hihi... że Louis cię przytulał...
Dosyć tego, naprawdę mnie wkurzyła. Powinnam wiedzieć, że w domu jest Pattie i że w każdej chwili mogła nas zobaczyć razem. Musiałam być taka głupia? Cholera, co jeszcze może się zdarzyć...
- Nie, to nieporozumienie. Byłam wściekła i nie panowałam nad sobą. Jak sama powiedziałaś, to on przytulał mnie, a to jakaś różnica.
- No dobra, nie będę już więcej gadać, bo cię jeszcze zdenerwuję... - w tym momencie do klasy wszedł gość od polskiego i musiałam zacząć rozpakowywać książki.
***
Byłam zadowolona, że Alice nie wypytywała o Billsa, mimo że sama o nim wspomniałam. Oby nikt nie wiedział.
Po lekcji polskiego poszłam jak zwykle do łazienki. Cały czas byłam wściekła, więc zamoczyłam dłonie w zimnej wodzie i przyłożyłam do twarzy. Stróżka wody spłynęła po obydwu nadgarstkach, przez co syknęłam z bólu. Nie ma nic gorszego niż połączenie świeżych ran i wody... Mogłam to zrobić gdzieś indziej.
W tym momencie do łazienki wpadła Pattie, widocznie czymś rozbawiona. Kiedy ją zobaczyłam, nie było mi do śmiechu. Jej samej zrzedła mina i od razu skierowała się do kolejnych drzwi prowadzących do kabin.
- Pattie, coś ty im nagadała?! - powiedziałam starając się, żebym nie była zbyt głośno.
- Im? Powiedziałam tylko Alice... - dziewczyna zdawała się być zdenerwowana, bo zaczęła się jąkać.
- Nie obchodzi mnie to. Nie powinnaś podsłuchiwać i podglądać.
- Ale Alex, ja nie mam nic przeciwko temu, żebyście byli razem z Louisem. Wręcz przeciwnie...
- Nie jesteśmy razem - warknęłam, oddzielając każde słowo.
- No dobra, niech ci będzie - westchnęła - Widziałam tylko fragment waszej rozmowy przy drzwiach i moment, w którym Louis cię obejmował. Nic więcej, potem wróciłam na górę, bo mogliście mnie zobaczyć.
- Pattie, czy ty wiesz, co zrobiłaś?
Dziewczyna milczała. Pewnie, że nie wie. Dla niej to tylko głupia zabawa, sensacja - ma o czym plotkować z koleżankami. A ja żyję w obawie, że cała szkoła dowie się o rzekomym "związku" moim i Louisa i o tym, że Bills usiłuje mnie wykorzystać. Czy może być coś gorszego?
- Obiecaj, przysięgnij, że nikt więcej się o tym nie dowie.
- Jasne, nie odważyłabym się.
- Trzymam cię za słowo. Pamiętaj, że mogę zrobić z tobą to, co z Claudią.
Po tych słowach wyszłam z łazienki, bo usłyszałam dzwonek. Na korytarzu jak zwykle siedziały te dziewczyny z klasy niżej, szeptały o czymś i śmiały się. Idiotki, miałam ochotę je wszystkie pozabijać. Udając, że wiążę sznurówkę, podsłuchałam fragment rozmowy dwóch z nich:
- I ta Alex pójdzie z nim do łóżka, mówię ci! Zachowuje się jak jakaś...
- Dziwka? - dokończyłam za nią, stając tuż obok niej - To chciałaś powiedzieć?
Dziewczyna wydawała się być zdziwiona. Nie zaskakiwało mnie to, miała powód.
- Uważaj, dziewczynko - warknęłam, zaciskając pięści - Nie wolno plotkować.
Mówią to, uśmiechnęłam się ironicznie. Widziałam, że nie do końca postawiłam sprawę jasno.
- Nigdzie z tą ciotą nie idę. Jeśli ktoś jeszcze usłyszy takie głupoty, nie będzie z tobą dobrze.
Przestraszona pierwszoklasistka zamknęła wreszcie usta, które miała otwarte po wypowiedzianych do koleżanki wiadomościach. Ta obok chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że to dotyczy się też jej, więc musiałam jej to uświadomić.
- A jeśli dowiem się, że ty pisnęłaś chociaż słówko, zrobię z tobą to, co z twoją koleżanką.
Upewniając się, że obydwie zrozumiały i były dosyć wystraszone, by nie odważyć się poruszyć z nikim tego tematu, poszłam do klasy, gdzie już czekała nauczycielka.
Nienawidziłam się spóźniać, bo wtedy kilkanaście par oczu świdrowało mnie od stóp do głów, w końcu zakłóciłam ich niemalże idealny spokój, wchodząc do klasy kilka minut po dzwonku. Nauczycielka nie odezwała się tylko kontynuowała sprawdzanie obecności. Dobrze, że dopiero zaczęła, bo miałabym nieobecność, a kolejne punkty ujemne to ostatnie, czego mi brakowało.
***
Rzuciłam rzeczy na łóżko i zaczęłam się przebierać. Zarzuciłam na siebie jakąś starą, rozciągniętą koszulkę i szorty, po czym poszłam do kuchni żeby zjeść obiad. Byłam cholernie głodna po tym dniu, w którym praktycznie przez cały czas miałam żołądek ściśnięty ze zdenerwowania. Modliłam się, żeby matka nie przyczepiła się do czegoś, bo naprawdę jedno słowo dzieliło mnie od chwycenia żyletki.
- Jesteś głodna? - mruknęła i nie czekając na odpowiedź, kontynuowała - Mogłabyś obrać ziemniaki, chyba nie muszę ci o tym przypominać jak małemu dziecku?
Nie miałam ochoty odpowiadać, mimo że uważałam za niesprawiedliwe, że Annie siedziała beztrosko w salonie oglądając telewizję, a ja, zaraz po powrocie do domu, musiałam już odwalać za nią całą robotę. Nie ma sprawiedliwości w tym domu. Ona zawsze była stawiana wyżej, a ja - traktowana jak jakaś służąca.
- Mówiłam ci już, żebyś posprzątała w pokoju - znowu usłyszałam skrzeczący głos matki - Ale oczywiście, że nie. Jak matka o coś prosi, trzeba zrobić na odwrót.
- Byłam zmęczona, przecież mówiłam...
- Tak, zawsze jesteś zmęczona. A ja? Co ja mam powiedzieć? Haruję jak wół, z roboty do domu, zrobić obiad, posprzątać, usłużyć księżniczkom...
- Więc dlaczego czepiasz się mnie? Przecież jest jeszcze moja kochana siostra...
- Ona ma swoje sprawy, musi uczyć się do matury. Przez te kilkanaście lat to ona wszystkim się zajmowała, bo ty byłaś za mała. Taka łaska zrobić coś dla matki i siostry?
- Ale o co ci chodzi? Przecież w końcu posprzątam w pokoju, ziemniaków nie obrałam wcześniej, bo dopiero wróciłam. Sprzątam w łazience, karmię kota. Chcesz czegoś jeszcze?
- Oczywiście, ty zawsze jesteś taka spracowana. Wiesz, co ci powiem? Wyolbrzymiasz wszystko. Tak naprawdę nie robisz nic, jesteś leniem, taka jest prawda. Wstyd tu kogoś zaprosić, bo...
- Bo jestem tu ja? - poczułam, że łzy stanęły mi w oczach - To chciałaś powiedzieć? Więc może mnie się pozbędziesz, bo psuję wam idealny wizerunek wśród rodziny i przyjaciół?
- A żebyś wiedziała! Lepiej by było, gdybyś przynajmniej się na coś przydawała!
Tego było zbyt wiele. Rozpłakałam się na dobre. Wreszcie usłyszałam to z jej ust. Słyszałam to dobrze. Nie obchodziło mnie, że była zdenerwowana. Właśnie przyznała, że jestem bezużyteczna i lepiej by było, gdybym tu nie mieszkała. Gdyby mnie w ogóle nie było.
Czy to już czas, żeby się pożegnać?
Miałam daleko gdzieś to, że Louis chciał mi pomóc, że mogłam z tym skończyć dzięki Billsowi. Teraz nie obchodziło mnie nic. Oficjalnie zostałam poinformowana, że nie jestem potrzebna na tym świecie.
Do widzenia, kochani. Dziękuję, że mogłam być z wami. To koniec.
Ostatnie słowa napisane tymi rękami.
Z łzami w oczach, z dłoniami trzęsącymi się ze strachu, a jednocześnie zdenerwowania i bólu, z żołądkiem ściśniętym po raz setny dzisiejszego dnia sięgnęłam do szuflady bo błyszczący kawałek metalu i zamknęłam się w łazience.
Teraz skończą się moje problemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz