W tym rozdziale pojawi się Louis POV - czyli opowiadanie z punktu widzenia Louisa. Myślę, że to najlepiej odwzoruje sytuację ;) Kiedy zacznie się ta część, pochyłą czcionką będzie to zaznaczone.
___________________________________
Zostałam usadzona na przednim siedzeniu, przypięta pasami i zamknięta. Oczywiście nie obyło się bez szarpania, krzyczenia i kopania. Cały czas usiłowałam wydostać się z jego uścisku, ale w końcu mi się nie udało. Nie rozumiem go: nie miał dość po tamtej nocy? Pewnie myślał, że bez problemu pójdę z nim do samochodu. Nie miałam okazji przypatrzeć się jego twarzy, a interesowało mnie, jak wygląda. Nawet niewiele widziałam zaraz po tym, jak go uderzyłam. Do tej pory czuję tą wściekłość. Nienawidziłam go. Mógłby być dobrym przyjacielem, mógłby być nawet i chłopakiem, gdyby nie był taki nachalny i nie myślał, że każda chce go mieć.
Louis wrzucił mój plecak na tylne siedzenie i usiadł za kierownicą. Dla pewności zamknął od środka samochód. Owszem, miałam ochotę uciec, ale w razie czego przecież zawsze mogę otworzyć drzwi. Poza tym myślę, że by mi się nie udało - musiałabym jeszcze jakimś cudem dostać się na tylne siedzenia i wziąć plecak. Niech mu będzie, jak tylko dojedziemy tam, gdzie mamy, zaraz uciekam.
- Jak tam w szkole? - uśmiechnął się.
Jego głos szumiał mi w głowie przez dłuższy czas. W myślach parę razy powtórzyłam pytanie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Podniosłam wzrok na jego twarz. Miał rozciętą wargę i siniaka na prawym policzku. Ten widok był satysfakcjonujący. Mogłam mu jeszcze na wszelki wypadek złamać nos, ale biedaczek by się nie pozbierał.
Nie odpowiadałam przez dłuższy czas. Nie miałam zamiaru się do niego odzywać, a tym bardziej nie opowiadać jak gdyby nigdy nic, co mnie spotkało w szkole. To nie jego sprawa.
- Byłaś u pani pedagog?
Bezczelny. Do tej pory mój wzrok błądził po idealnie wyczyszczonej tapicerce, ale w tej chwili zacisnęłam mocno wargi i przeniosłam go ponownie na twarz chłopaka.
- Nie twoja sprawa - powiedziałam szybko i wyciągnęłam telefon z kieszeni.
Kątem oka widziałam, jak Louis kiwa głową i wzdycha, opierając kark o fotel.
- Masz zamiar być taka uparta? Uszczęśliwiłaby mnie tylko krótka odpowiedź: tak albo nie.
- Nie licz na to, że będę z tobą rozmawiać - mruknęłam nie odrywając wzroku z ekranu telefonu.
- Tak się składa, że już rozmawiasz.
Miał rację, ale musiałam to w jakiś sposób zakończyć. Chyba nie miał już nic do powiedzenia.
- Rozmawiałem z Claudią. Nie myśl, że w ogóle nic nie wiem.
- Matko, Claudia... - mruknęłam - Co ci nagadała?
- Mówiła, że byłaś w gabinecie. Ale chciałem się upewnić.
Nie rozumiałam, dlaczego cały czas siedzimy w samochodzie. Musiałam zwrócić na to uwagę - z jednej strony dlatego, żeby dowiedzieć się, co chce ze mną zrobić, a z drugiej - żeby przerwać tą rozmowę. Mimo tego byłam ciekawa, co Claudia mu powiedziała, ale znacznie lepiej jest się dowiedzieć od niej niż od Louisa.
- Gdzie masz zamiar mnie zawieźć?
- Do mnie.
Po tych słowach nikt się przez dłuższy czas nie odezwał. W sumie to nie rozumiałam, dlaczego chce mnie wziąć do siebie. Przecież tam jest Pattie, a to trochę niezręcznie wpadać bez uprzedzenia. No ale fakt, przecież nie miałam zamiaru spędzać z nim ani chwili po tym, jak zaparkuje obok domu.
Odgarnęłam włosy z twarzy i ciężko wypuściłam powietrze. Niech już jedzie, szybciej będzie po wszystkim.
Idiota. Chyba nie myśli, że uda mu się gdzieś mnie zabrać?
Udało mi się złapać WiFi, żeby wysłać tą wiadomość. Zaraz Louis wsadził kluczyk do stacyjki i odpalił silnik. Jechaliśmy w milczeniu, nie wymieniając nawet jednego zdania. I tak czułam na sobie jego spojrzenia. Byłam zmuszona skarcić go wzrokiem, kiedy poczułam jedno z nich na moim dekolcie. W odpowiedzi tylko zaśmiał się chamsko i nacisnął pedał gazu.
Przez całą drogę pisałam wiadomości na twitterze, dlatego nie zorientowałam się, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Louis wysiadł i podszedł do drzwi po mojej stronie, po czym otworzył je i pomógł mi wyjść. Szybko wyciągnęłam plecak z tylnego siedzenia i szybkim krokiem skierowałam się w stronę centrum, z którego była już prosta droga do mojego domu.
Nie zauważył, że zaczęłam iść w zupełnie inną stronę, dlatego zdążyłam się oddalić na wystarczającą odległość, żeby mnie nie zauważył. Wydawało mi się, że już się go pozbyłam, kiedy poczułam mocne szarpnięcie za talię. Po chwili znalazłam się w jego mocnych objęciach.
- Gdzie uciekasz, piękna? - szepnął mi do ucha.
Ciarki rozeszły się po całym moim ciele. Oddychałam ciężko, nie mogąc uwolnić się z duszącego uścisku.
- Zostaw mnie... - krzyczałam rozpaczliwie, on jednak wydawał się być niewzruszony.
Przez gwałtowne szarpnięcia, z ramienia zdążył już dawno ześlizgnąć mi się plecak. Nic nie krępowało moich ruchów, więc mogłam uwolnić się z ramion Louisa. Zaraz jednak pociągnął mnie za przedramię i przyciągnął do swojego torsu. Byłam zmuszona położyć dłoń na jego ramieniu. Druga była wpleciona w jego rękę. Ta sytuacja może byłaby wymarzona dla niejednej dziewczyny i ja też cieszyłabym się, gdyby to nie był on. Chamski, nachalny... Który zmieniał dziewczyny jak rękawiczki... Na pewno chciał tylko iść ze mną do łóżka.
Przez dłuższy czas czułam jeszcze jego oddech na czubku mojej głowy. Zamknęłam oczy, kiedy napłynęły do nich łzy. Jedna z nich spłynęła po policzku, który był wtulony w szyję Louisa. On wydawał się być niewzruszony sytuacją - nie widziałam jego twarzy, ale nie ruszał się, tylko spokojnie oddychał.
Sama nie wiem, dlaczego płakałam. Może dlatego, że wcześniej usiłowałam się od niego uwolnić, a teraz byłam bezsilna. Nie miałam siły wyrywać się dalej. Do czego to doprowadziło? Stoję na środku placu obok centrum, przytulona do chłopaka - ale jakiego. Chłopaka, który jest ostatnim, jakiego mam ochotę obściskiwać.
Rozryczałam się na dobre, super...
Zdjęłam dłoń z jego ramienia i przeniosłam na plecy. Tak po prostu sama, z własnej woli. Nie czułam już nienawiści. Wszystko ulotniło się w chwili, kiedy on obejmował mnie swoimi rękami. To przyjemne uczucie, ale starałam się je odpędzić i nabrać siły, nie dać za wygraną. Musiałam się od niego oddalić. To nieodpowiedni człowiek.
- Alex, wszystko dobrze? - zapytał opiekuńczo, pochylając głowę w stronę mojego policzka.
Zanim zdążyłam skorzystać z okazji, że uścisk rozluźnił się i mogłam swobodnie się z niego wydostać, poczułam jego usta na moim policzku. Miękki dotyk sprawił, że z oka uwolniła się jeszcze jedna łza. Zaraz pojawiły się kolejne, kiedy zdecydował się na śmiały ruch. Odchylił moją głowę i przybliżył usta do moich.
Tego było za wiele. Szybko otrząsnęłam się i przechyliłam głowę na bok. Uwolniłam się od jego objęć i stanęłam kilka kroków dalej. Patrzył teraz na mnie - na twarz, spuchniętą od płaczu, na czerwone oczy. Miałam ochotę uwolnić się od tego spojrzenia, które ciężko znaczyło każdą część mojego ciała.
___________________________________________
Louis POV
Alex stała naprzeciwko mnie ze spuszczoną głową. Wyglądała teraz na zupełnie inną - niewinną, spokojną, słabą. Zupełnie inną, niż tamtej nocy, z której pamiętam tylko wściekłe spojrzenie i szybko podnoszoną pięść. To dziewczyna wyjątkowa, jakiej nigdy nie spotkałem. Odważna i agresywna - nie bała się mi przywalić i to nie raz. Ale to nie było przeszkodą do tego, żebym mógł ją do siebie przybliżyć. Wiem, w moim życiu było "tych jedynych" dziesiątki, ale chciałem z tym skończyć. Długo już nie byłem w klubie, bo nocami sprawdzałem profil Alex, odpisywałem na jej tweety, myślałem o tym wszystkim. Naprawdę mi na niej zależało.
To, co wydarzyło się przed chwilą, miało bardzo duże znaczenie dla całej sprawy. Przybliżyło nas do siebie. Może zmieni o mnie zdanie, może wszystko się ułoży...
- Muszę iść... - szepnęła słabo, podnosząc plecak.
- Nie, chodź do mnie. Porozmawiajmy.
Szybko jednak wrócił jej upór. Chyba przypomniała sobie, kim była wcześniej.
- Nie mamy o czym. Zapomnij o tym, co się stało - powiedziała przez zęby.
Już miała odchodzić, kiedy ponownie przyciągnąłem ją do siebie.
- Alex, proszę - przełknąłem ślinę; to, co zaraz miałem powiedzieć, wymagało odwagi, zwłaszcza do takiej dziewczyny - To zabrzmi śmiesznie. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Zależy mi na tobie.
Na twarzy Alex znowu pojawił się gniew i zawziętość.
- Mam w to uwierzyć? Myślisz, że nie wiem, że mnie tylko przelecieć? Znam cię, Louis. Nie licz na to.
- Porozmawiajmy. Wszystko ci wyjaśnię.
Jej wzrok błądził po całym placu. Wydawało mi się, że jest zakłopotana całą sytuacją. Chyba zmiękła. O to chodziło - żebyśmy mieli tylko jedną, spokojną, cichą chwilę na rozmowę.
Po chwili namysłu ruszyła w stronę mojego domu. Poszedłem pospiesznie za nią. Chciałem wpleść palce w jej dłoń, ale odsunęła się kilka kroków dalej, posyłając mi nienawistne spojrzenie.
Będzie ciężko.
[SPAM] BLOG O NIALLU
OdpowiedzUsuńHistoria jest o szesnastoletniej Chanel Styles, która została pokrzywdzona przez los.Kiedy była mała, jej jedynym przyjacielem był brat, Harry.Ona potrzebowała go...On jej...Pewnego dnia, Harry postanowił wyjechać wraz ze swoim ojcem do Londynu, aby spełniać swoje marzenia.Zostawił ją samą, zagubioną w tym wszystkim.Codziennie błagała boga na kolanach, aby Harry wrócił i wszystko było jak dawniej.Jednak on nie wracał...Powoli traciła nadzieję. Zaczęły się problemy...Jej świat nagle przyśpiesza, kiedy zostaje zmuszona, aby przeprowadzić się do swojego znienawidzonego brata i jego kolegi z zespołu.Po pewnym czasie wszystko się komplikuje.Chcesz wiedzieć co będzie dalej? Zapraszam na: loveme-likeyou-do.blogspot.com/
Dalej nie przekonana ? Obejrzyj zwiastun:
http://www.youtube.com/watch?v=QObcS4vIglI&feature=youtu.be