niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 14.

Już chciałam posłusznie za nim iść, ale po chwili wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Co ty robisz?! - prawie krzyknęłam, przez co Bills przyłożył swoją łapę do moich ust.
Od razu odsunęłam się od niego. Niech sobie nie pozwala na zbyt wiele. Jedna chwila rozbicia, bezradności, a on już myśli, że jest wszystko spoko.
- Alex, nie chcę ci nic zrobić - powiedział miękkim głosem.
On potrafi w ogóle tak mówić? Dziwne.
- Nie odważyłbym się po wczoraj... Eh... Chodź, pójdziemy pod schody.
Poszłam za nim, ale ciągle utrzymywałam bezpieczną odległość. W razie, jakby mu coś strzeliło do głowy. Szliśmy szybko, jakby nie chciał, żeby ktoś nas razem zobaczył. Mi też nieszczególnie na tym zależało, zwłaszcza po plotkach, jakie rozsiewał w całej szkole. Miałam nadzieję, że na miejscu nie będzie nikogo innego. Chyba mój wczorajszy wybuch dał mu trochę do myślenia.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że przecież jego klasa ma lekcję w klasie niedaleko schodów. Dlatego mnie tam prowadził? Żeby wszyscy jego koledzy nas widzieli? A może chce mnie po prostu przed nimi ośmieszyć?
Było za późno, żeby się wycofać. Minęliśmy uchylone drzwi do sali 62A. W środku tradycyjnie panował chaos, co chwilę ktoś wypadał na korytarz, łapiąc gąbkę, plastikowe butelki i inne rzeczy, jakimi chłopcy lubią się bawić. Zabawne, jacy byli niedojrzali.
Właściwie więcej miałam do Billsa niż do jego kolegów razem wziętych, chociaż też zawdzięczam im niemało. Wolałam nie mieć z nimi styczności. Oby mnie nie zauważyli.
- Był u ciebie wczoraj Louis? - głos Mitchel'a wbił się do moich myśli, przez co gwałtownie potrząsnęłam głową i przeniosłam wzrok na jego twarz.
- Co cię to obchodzi? - starałam się brzmieć jak najbardziej stanowczo.
- Byłem u niego wtedy, kiedy poszłaś. Opowiedziałem mu o wszystkim.
- Wiem - powiedziałam zimno.
- I... uświadomiłem coś sobie.
Spojrzałam na niego pytająco. Czyżby pan "macho" wreszcie uświadomił sobie, jakim jest skończonym dupkiem? Że nachodzenie i dręczenie dziewczyn nie jest wcale fajne?
- Alex, wiem, że to za dużo. Posunąłem się za daleko, ale chcę to naprawić.
To zdanie wywołało we mnie wściekłość. Idiota. Po tym, co mi zrobił, chce jeszcze dalej wtrącać się w moje życie i je niszczyć? Założę się, że zamiast wszystko "naprawić", tylko pogorszy sprawę. Musiałam, musiałam teraz wybuchnąć.
- Nie mieszaj się więcej w moje życie, dobra? Nie rób nic. Zniknij mi z oczu. Udawaj, że mnie nie znasz i nigdy nie znałeś. Po prostu mnie zostaw w spokoju, okej? Nienawidzę cię, słyszysz? Już kilka razy ci to mówiłam, ale mam powód. Jesteś najgorszą osobą, jaką znam. Zniszczyłeś mi życie. Zastanawiałeś się w ogóle kiedykolwiek, co czuje dziewczyna? Myślisz, że jesteś taki fa...
Moje "kazanie" przerwał mi jego gwałtowny ruch. Nagle poczułam twarz Bills'a niebezpiecznie blisko mojej. Nie chciałam otwierać oczu, aż do chwili, kiedy wpił się w moje usta. Zaciskałam wargi jak najmocniej, usiłowałam go od siebie odsunąć. Przerwało mu dopiero uderzenie w brzuch, choć nie tak mocne, jak bym chciała. Zrobił kilka kroków dalej, patrząc się na mnie z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem. Powaliło go?!
Ciągle czułam mokre ślady na swoich ustach i ich okolicach. Obrzydliwe uczucie, musiałam szybko to wytrzeć. Cholera jasna, skończony idiota...
Już chciałam uderzyć go w twarz i wydrzeć się, kiedy grupka roześmianych chłopaków podeszła do nas. Rozpoznałam twarze Luka, Jasona i kilku innych kolesi, do których nic nie miałam, ale i tak stali tam jak idioci.
- Ja pieprze, Bills! Całujesz się z Alex?
Wszyscy naraz zaczęli się śmiać. Poczułam, że łzy napłynęły mi do oczu, a ręce zaczęły drżeć z wściekłości. Już otwierałam usta, żeby powiedzieć im, że to nie ja, kiedy głos Mitchela wybił się ponad mój.
- Żartujesz? To ona mnie pocałowała, idiotka!
- Co...? - nie mogłam uwierzyć w jego bezczelność.
Posłał mi zbolałe spojrzenie pełne szczerego współczucia, jakby chciał mi przekazać, że musi im to tak wyjaśnić, ale to nieprawda. Prawdziwy "macho", musi utrzymać swoją pozycję w grupie. Dopiero mówił mi, że to naprawi, a teraz chamsko zwala winę na mnie, jeszcze przy swoich kolegach, przy całej swojej klasie...
Gdzieś ponad tłumem wybijała się twarz jedynej osoby, którą chciałam w tym momencie widzieć. Lisa. Wtopiła się w grupę chłopaków, przez co nikt nie zwracał na nią uwagi. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i pokazała ręką, bym poczekała, po czym pobiegła korytarzem, trzymając w ręce niebieski dziennik. Dzięki Bogu widziała to wszystko. Przynajmniej mi pomoże.
- Przylazła tu i się na mnie rzuciła - znowu usłyszałam jego pokpiwający ton.
- Haha, idiotka - ktoś krzyknął na tyle głośno, żebym to usłyszała.
- Dobrze się czujesz? - zaśmiał się Luke - Czego ty chcesz od Billsa? Najpierw idziesz z nim do łóżka, jeszcze udajesz, że nic się nie wydarzyło, a później całujesz go na korytarzu?
Kilka osób zaczęło się śmiać. Powróciły wspomnienia, ten cholerny dzień, kiedy przyszłam do szkoły, a wszyscy mieli mnie za jakąś dziwkę. Przygryzłam dolną wargę, żeby się nie rozpłakać, ale oczy z pewnością miałam już czerwone i załzawione. Przymknęłam je na chwilę, łzy spłynęły po moich policzkach. Zaciskałam pięści coraz mocniej. Kiedy podniosłam powieki, Bills znowu się tak na mnie patrzył. Posłałam mu nienawistne spojrzenie.
- Ja nie... - zaczęłam, ale głos zbytnio mi dygotał, żebym mogła coś konkretnego wykrztusić - Wy... nie rozumiecie...
- Haha, jeszcze się rozpłacz - tym razem odezwał się Jason - Żałujesz, że zrobiłaś z siebie idiotkę?
Znowu śmiech.
- Chodźcie, szkoda czasu - powiedział Bills, przebijając się przez grupkę kolegów, po czym "zaprowadził" ich do klasy.
- Wy nie rozumiecie - powiedziałam cicho sama do siebie.
Rozluźniłam pięści, przymknęłam oczy. Kolejna seria łez. Zobaczyłam, że Lisa wychyla się zza rogu i sprawdza, czy wszyscy weszli już do klasy, po czym podeszła do mnie.
- Załatwię to - powiedziała - Nieważne, że to nie moja sprawa, załatwię to. Nie martw się.
- Oni... - zaczęłam, ale ze względu na głos zrezygnowałam z dalszego mówienia.
- Wiem.
- Widziałaś wszystko?
- Widziałam tylko, jak cię całował i to, co było później.
- Ale ja jego nie...
- Wiem, Alex. Chodź, musimy wracać.
- Nie chcę. Idź beze mnie.
Lisa chwilę się wahała, ale w końcu zdecydowała się zostawić mnie samą. Mądry wybór.
- Nie rób nic głupiego. Wyjaśnię to nauczycielce, ale wróć zaraz.
- Nie mów jej nic o tym.
- Wiem, wymyślę coś.
Śledziłam ją wzrokiem, kiedy przeskakiwała po dwa schodki na klatce schodowej. Musiałam ochłonąć, więc poszłam do łazienki. Odkręciłam kurek z zimną wodą i dłoniami schłodziłam twarz. To nie zmyło moich problemów, ale moje policzki pulsowały od gorąca, poza tym musiałam wyglądać w miarę normalnie, kiedy wrócę do klasy. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, żeby zobaczyć, czy jest wszytko spoko.. Wtedy zorientowałam się, że przecież za obudową mam ukrytą jedną żyletkę.
Tak, tego mi było trzeba. Tylko kilka kresek i koniec. Muszę o tym dzisiaj zapomnieć, bo daję słowo, rozkleję się na drugiej lekcji.
Przejechałam ostrzem po wolnym miejscu na nadgarstku. Od razu poczułam pieczenie. Niech piecze, bardzo dobrze.
Scenariusz lubi się powtarzać - usłyszałam czyjeś kroki, po czym jakaś dziewczyna weszła do łazienki. Stanęła jak wryta w wejściu, patrząc na mnie rozszerzonymi źrenicami.
- Co się tak gapisz? - warknęłam - Nic nie widziałaś, spieprzaj.
Dziewczyna od razu odwróciła się i wybiegła z łazienki. Widać, że pierwszoklasistka.
Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że przecież nie mam nic do zahamowania krwi. Nie mogę siedzieć na lekcji z papierem toaletowym owiniętym wokół nadgarstka.
Przytrzymałam papier przez dłuższą chwilę przy świeżych ranach, a kiedy krew przestała lecieć, opłukałam dłonie i wyszłam.
Była już 8:34, niedługo skończy się lekcja.Oby Lisa wymyśliła coś sensownego i mnie nie wydała. Wiedziałam, że nie odważyłaby powiedzieć prawdy, ufałam jej. Dobrze, że akurat ona była wtedy na korytarzu.
Szybkim krokiem szłam przez korytarz, specjalnie naokoło, żeby nie przejść obok jego klasy. Wyszłam na piętro, byłam w małym zagłębieniu, gdzie znajdował się gabinet higienistki i kilka okien. Z tego zagłębienia dopiero prowadził wąski korytarz do jednej z sal, po czym rozszerzał się i tworzył dużą przestrzeń. Zawsze istniało ryzyko, że wychodząc z tego miejsca akurat korytarzem będzie szedł ktoś, kogo nie chciałabym w tym momencie widzieć. Na szczęście szedł tamtędy tylko gość od matmy, nawet nie znał mnie zbytnio. Uśmiechnęłam się lekko i wymruczałam słabe "dzień dobry", przy czym serce kołatało mi jak szalone. Żeby tylko nie zauważył ręki. Już cieszyłam się, że mam to za sobą, kiedy nagle odwrócił się i podszedł szybko do mnie.
- Alex, co to ma znaczyć? - powiedział surowym tonem, podnosząc mój nadgarstek.
Zauważyłam, że był cały we krwi. Spływała wzdłuż ręki, kapiąc powoli z palców. Dziwne, że tego nie poczułam.
Cholera, już po mnie.
- Kto ci to zrobił? - zapytał.
Nie mogę siebie samej wsypać. Mogła dowiedzieć się matka (chociaż i tak już wie, ale do szczęścia brakowało mi tylko awantury w domu), mógł zaprowadzić mnie do pedagoga, wydrzeć się. Za duże obciążenie. Postanowiłam skorzystać z okazji. Starałam się wydobyć z siebie głos jak najbardziej przestraszony, po czym wyjąkałam:
- Bills...
- Mitchel Bills? Ten z II f?
Kiwnęłam głową, udając przestraszoną.
- Co on ci zrobił?
- K-kazał mi w-wziąć żyletkę i to zrobić.
- I ty go posłuchałaś?!
- Stał w wejściu do łazienki, krzyczał, że jak ja tego nie zrobię - zrobi to sam.
Nauczyciel stał w osłupieniu, kręcąc powoli głową. Wypuścił ciężko powietrze.
- Idź do higienistki, załatwię to - powiedział szybko i zbiegł ze schodów.
Posłusznie skierowałam się do gabinetu. Niska, zgarbiona staruszka grzebała w drewnianej gablotce. Była to chyba najmilsza osoba w naszej szkole. Zawsze miała taki przyjazny uśmiech. Szkoda, że rzadko kiedy mogła pomóc.
Przywitałam się i opowiedziałam o problemie, starając się dalej udawać wystraszoną.
- Sama to sobie zrobiłaś, złotko? - zaskrzeczała.
Nie było to takie skrzeczenie, jakie wydobywało się nie raz z ust wrednej nauczycielki biologii. Raczej przypominało takie, jakie słychać od starszych pań w bajkach dla dzieci. Lubiłam słuchać tych dźwięków, bo przypominała mi się moja babcia, kiedy byłam jeszcze mała.
Odpowiedziałam na pytanie, oczywiście mijając się z prawdą jak najbardziej się da. Szczerze powiedziawszy, przed nią nie musiałam niczego ukrywać, ale wolałam być ostrożna.
Kiedy wyszłam z gabinetu, przez przypadek lekko uderzyłam drzwiami kogoś, kto najwyraźniej miał ochotę tam wejść. Wymruczałam "przepraszam" i czekałam, aż dowiem się, kto był tak nieostrożny.
A mogłam iść dalej.
Był to nie kto inny, jak moja ulubiona pedagog. Pocierała lekko lewą rękę, mrucząc, że nic się nie stało. Starałam się wyglądać dalej tak samo, chociaż powoli przestawało mi się to podobać. To nic, musiałam zachować zimną krew. Musiałam wkopać Billsa, skoro jemu udało się wkopać mnie.
- Chodź, Alex. Pójdziemy do mnie.
Posłusznie poszłam za nią wąskim korytarzem do znajomych drzwi, które otwierałam nie raz.
Ten raz był inny. Miałam zakończyć swoje problemy z Billsem, miało mu się dostać raz, a dobrze.
A oczywiście w środku już na mnie czekał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz