Zacisnęłam wargi. Nadal z taką samą bezsilnością i bezradnością powoli stawiałam kolejne kroki w stronę fotela. Niby taki zwykły, a jednak wiąże z nim najgorsze wspomnienia. To tutaj wczoraj rozcinałam paznokciami skórę na dłoniach, w ten sposób powstrzymując płacz i drżenie głosu. Przełykałam głośno ślinę, oddychając głęboko. Miałam się jej zwierzać, miałam dopuścić ją do najgłębszych myśli. Żeby mi "pomogła" - może bardziej pasuje: żeby jeszcze bardziej zniszczyła mi życie i narobiła problemów...
Usiadłam na miękkim fotelu. Siedziała tu wcześniej Claudia i mnóstwo innych osób, które miały "problemy". Mnóstwo osób pozwoliło, by ta kobieta usłyszała o ich problemach, sekretach czy tajemnicach. Sama nie wiem, dlaczego się tu znalazłam. Mogłam uciec. Dlaczego zostałam pod ścianą, w miejscu tak bardzo widocznym?
Może jednak chciałam się z nią spotkać? Oczywiście podświadomie.
Mogłabym uciec stąd, z tego dusznego gabinetu, ale coś mnie powstrzymywało. Nogi odmawiały posłuszeństwa - na rozkaz pani pedagog ruszyły w stronę fotela. Jakby część ciała jej słuchała, a druga część nie.
- Boisz się mnie? - zapytała ponownie i upiła łyk kawy z kubka.
Przełknęłam głośno ślinę i zacisnęłam wargi. Czułam, że mam mokre policzki, więc odwróciłam wzrok w stronę drzwi.
Nic nie mówiła. I dobrze. Może da mi chociaż dzisiaj spokój...
- Wiesz, że chcę ci pomóc - powiedziała tym swoim głębokim głosem.
- Nie chcę żadnej pomocy - odpowiedziałam bez zastanowienia.
Nadal odwrócona w stronę drzwi słyszałam jej westchnienie.
- Narobiłaś sobie kłopotów. Teraz nie masz wyjścia.
Wcale mnie nie pocieszyłaś.
- Nie chcę cię skrzywdzić... Dlaczego nie chcesz dać sobie pomóc?
To pytanie sprawiło, że na chwilę wstrzymałam powietrze. Fakt, nie znałam sensownej odpowiedzi.
- Pani nie wie, jak ja mam w domu. To jest... moja ucieczka... Nie chcę z tym kończyć. To mi pomaga.
Miałam ochotę wydrzeć się na własny mózg - nie chciałam nic mówić. Oczywiście, że miała już gotową odpowiedź.
- To najmniej odpowiedni sposób na radzenie sobie z problemami. Może znajdziemy inne rozwiązanie?
- Nie.
- Chcesz mieć blizny? Chcesz się wykrwawić na śmierć?
- Tak.
Zdałam sobie sprawę, że moje odpowiedzi stały się coraz mniej złożone. Ale co innego miałam powiedzieć? Pytała jakby dokładnie znała odpowiedź. Jakby czytała mi w myślach.
- Dlaczego chcesz się zabić?
- A dlaczego nie?
Kątem oka zobaczyłam, że uśmiecha się pod nosem. Czy to jest takie śmieszne?
- Każdy żyje po coś. Życie nie jest od początku do końca kolorowe. Każdy człowiek na świecie ma większe lub mniejsze problemy. Nic na to nie poradzisz. Pomyśl, ile jest ludzi oprócz ciebie. Miliardy. A ile osób się tnie?
To chyba było pytanie retoryczne, więc oczekiwałam jej własnej odpowiedzi. Pieprzyła głupoty bez sensu...
- Milionowa, miliardowa część społeczeństwa... Kilka osób na nasze miasto. I to są te słabe osoby, te najbardziej tchórzliwe. Zamiast starać się rozwiązywać problemy, po prostu od nich uciekają. Nie bądź taka jak one. Pokaż, jaka jesteś silna.
Pewnie.
- Stay strong - uśmiechnęła się.
Kurde, skąd ona to wie? Poruszyła jakąś część mnie, wiedziała, że to mnie "obudzi"... Skąd, cholera, skąd?!
- Niedługo skończysz szkołę. Pójdziesz na studia, a później założysz rodzinę. To są te najszczęśliwsze momenty. Co z tego, że po drodze spotkają cię jakieś przeszkody? Trzeba przez nie przechodzić.
I po co mi to mówi? Takie pieprzenie bez sensu.
- Przemyśl to. Idź już, lekcja się kończy.
Wreszcie. Babo, nie mogłaś tak od razu?!
Kiedy wyszłam z gabinetu, po przeciwnej stronie drzwi stała Claudia i Alice.
- Przyniosłam ci plecak - szepnęła wystraszona Alice.
- Dzięki - mruknęłam i zarzuciłam go na ramię.
- Co ci mówiła? - wypaliła Claudia.
Zaciskałam pięści żeby powstrzymać się od przywalenia jej... Te jej pytania, sam głos sprawiał, że miałam od razu jej dość.
- Nie denerwuj mnie. Pamiętaj, siedzimy w tym razem.
Nie zdążyła zadać kolejnego głupiego pytania, bo zawołano ją do gabinetu.
***
Wreszcie byłam wolna. Kartkówka z anglika poszła mi masakrycznie, szkoda gadać...
- Alex, wpadłabyś dzisiaj do mnie? - zapytała nagle Pattie.
- Po co?
- O, tak o... Jest poniedziałek, jutro mamy na dziesiątą, zostaniesz na noc... Pooglądamy coś...
Wiedziałam, że chce jeszcze coś dodać, więc spojrzałam na nią pytająco.
- No i... Louis chciałby cię zobaczyć... - jej policzki zalał rumieniec.
- Co do jasnej cholery?
- To nie mój wymysł, nie wiem, dlaczego...
Nie znałam Louisa prawie w ogóle. Był od nas starszy. Nie ukrywam, może wyglądał nieprzeciętnie, ale póki co nie interesuję się chłopakami. Co mógł ode mnie chcieć? Wiedziałam, że słynął z tego, że lubił się zabawić. Pattie opowiadała mi nie raz, że często nie wraca na noc albo wraca mocno pijany. Czasami przyprowadzał jakieś dziewczyny, a wtedy każe jej wynieść się z domu. Mieszkają tylko z matką, ojciec wyjechał. Ich matka pracuje na nocne zmiany jako policjantka. Pattie musi więc sama sobie radzić - z pewnością nie może liczyć na brata.
Louis pracuje jako ochroniarz w klubach. Najczęściej bierze zmiany ranne żeby móc wieczorem się zabawić. Mówi się o nim, że jest agresywny i lepiej z nim nie zadzierać. Dlatego nie chciałam mieć z nim do czynienia.
- Jasne, będę o siódmej - rzuciłam w stronę Pattie i wyszłam ze szkoły.
Nie miałam zwyczaju odmawiać dziewczynom. Nie przypominam, żebym kiedykolwiek w ich towarzystwie niezbyt przyjemnie spędzała czas. Oczywiście nie było rewelacji, ale zawsze mogłam wyrwać się z domu.
***
Rzuciłam plecak w kącie pokoju. Od razu włączyłam laptopa i zaczęłam się przebierać. Założyłam jakąś starą, luźną koszulkę i podniszczone szorty. Była czwarta, miałam jeszcze dużo czasu. Zajrzałam na twittera, nie ma rewelacji. Lisa dzisiaj ma lekcje do późna. Zostałam więc sama.
Jestem. Straszny dzień.
Miałam ochotę przelać wszystkie emocje na wiadomości na twitterze, ale nie wiedziałam, jak je wyrazić. Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów po prostu rozpłakałam się, kładąc czoło na klawiaturze. Co mogłam zrobić? Chciałam wziąć ten mały kawałek metalu i zrobić jeszcze kilka kresek na moim ciele, ale nie mogłam, szłam dzisiaj do Pattie. Póki co wystarczyła mi myśl o krwi sączącej się powoli ze świeżej rany, spływającej powoli po skórze...
No dobra, już lepiej.
Jak tam w gabinecie?
To znowu ten gość. Kto to, do jasnej cholery, jest?! Skąd wiedział, że byłam dzisiaj u pedagoga? To musiał być ktoś z naszej szkoły. A na myśl przychodził mi tylko ON. Matko, oby się okazało, że to nieprawda...
Dobrze.
Oczywiście, że wcale nie dobrze, ale co mogłam mu odpisać? Nie znałam go, nie mogłam mu powiedzieć.
Jesteś tego pewna? Claudia mówiła mi coś innego.
CO? Znowu ta szmata? Co ona MU powiedziała? Cholera, dajcie mi coś ostrego...
Co ci mówiła?
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że właśnie rozmawiam najprawdopodobniej z NIM, z tym pieprzonym Billsem... Jeśli nie z nim, to z kimś z jego kolegów.
Wtedy przypomniałam sobie pierwsze wiadomości. Uspokoiła mnie trochę myśl, że nie mógł napisać do mnie "piękna". Uff...
Zapytaj jej :)
Ugh.
Cholera.
______
Tak oto przedstawia się 3 rozdział :D Niewykluczone, że dodam dzisiaj 4, ale wątpię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz