W końcu Pattie wróciła i położyła miskę z popcornem na stoliku nocnym. Wzięłam garść i zaczęłam głośno chrupać.
- To... jak to było?
Wiedziałam, ze chodzi jej o zajście z Louisem. W sumie to nie miałam co jej opowiadać. Cały czas, kiedy o tym myślałam, znowu wracała ta sama wściekłość.
- Jest bezczelny - mruknęłam, przeżuwając kolejną garść popcornu - nawet nie wiesz, jak.
- Wiem, uwierz... - zrobiła małą przerwę na westchnięcie, po czym zaczęła opowiadać o czym zupełnie wyrwanym z kontekstu - Kiedy przychodzą do niego dziewczyny, zazwyczaj jest już późno i oglądam telewizję w salonie. Mamy nie ma, jest w pracy. Wchodzą, cały czas obściskując się... Pomiędzy gwałtownymi ruchami ściągają buty i kurtki, po czym lecą na górę... później słyszę tylko piski, krzyki i jęki... Nie mija godzina, może dwie, kiedy dziewczyna znowu jest na zewnątrz. Louis bierze prysznic i tyle.
Mimo że wiedziałam, jaka jest sytuacja z jej bratem, zdziwiło mnie to. Jakim cudem chłopak mógł w ogóle być taki okropny?! Wykorzystuje dziewczyny żeby zaspokoić swoje potrzeby. A i tak chwilę później wylatują z domu i nie pozostaje po nich nawet numer telefonu... Nie chciałabym być jedną z nich.
Nastała niezręczna cisza. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, co. Pattie chrupała popcorn, co chwilę patrząc na mnie. Leżałam ze wzrokiem utkwionym we własnym odbiciu w lustrze po drugiej stronie pokoju. Myślałam o tym, co się stało i o tym, co mogłoby się stać.
- Będę pilnować, żeby to się nie powtórzyło...
Prędzej ja będę pilnować, niż ona. Prawda jest taka, że po prostu boi się swojego brata i nie chce otwarcie mówić mu, co myśli. Mogłaby być jedyną osobą, która uważa, żeby nie zrobił nic głupiego. Co z tego, że jest starszy i dorosły. Gdyby tylko stosunki między nimi były trochę inne, Pattie spokojnie mogłaby mieć nad nim kontrolę.
- Dzięki, ale myślę, że w razie czego sama sobie poradzę - mruknęłam.
- Alex... Myślisz, że agresja to jedyne wyjście?
Po co pyta? I tak zna odpowiedź.
- To nie moja wina - powtórzyłam po raz kolejny tego wieczoru - Nie kontroluję tego. To jest silniejsze ode mnie. Kiedy ktoś mnie denerwuje, muszę go uderzyć. A widzisz, do czego doszło.
Przełknęłam ślinę parę razy żeby się nie rozpłakać. Szybko zaczęłam mówić dalej, póki łzy nie napłynęły mi do oczu.
- Nie wiem, z jaką siłą uderzę. To jest moja jedyna obrona. Nie potrafię mówić... To znaczy nie potrafię rozmawiać, rozwiązywać konfliktów słowem. Przy dziewczynach się powstrzymuję, ale nie raz Claudia ode mnie dostała. Chociażby wtedy w łazience. Dziwi mnie to, że nikt jeszcze tego nie zauważył.
Pattie mruknęła cicho i włączyła film. Tego mi było trzeba - naprawdę dobrego horroru. Wiedziałam, że ona niezbyt entuzjastycznie zgadza się na ten typ filmu, ale nie chciała protestować. Czasami czułam się z tym źle, że to moje zdanie liczyło się głównie, a inni bali się sprzeciwić się mi.
- Pattie, powiedz... Czy dziewczyny mnie się boją?
Dziewczyna od razu oderwała wzrok od ekranu i przeniosła go na lustro, nerwowo szukając punktu, w którym moje oczy nie mogłyby spotkać jej oczu. Nie chciała powiedzieć prawdy, a to znaczyło, że faktycznie się mnie boją.
- Wiesz... To nie do końca tak jest...
Wiedziałam, że ciężko było jej to wytłumaczyć. Szukała odpowiednich słów, żeby mnie nie zranić.
- Wiemy, jaka jest sytuacja... Znamy cię dobrze. Nie chciałybyśmy żebyś się złościła i dalej to robiła... Wiesz, co mam na myśli...
- Mhm.
Świetnie. Naprawdę jestem uważana za taką brutalną? Boją się mnie? Może dlatego Alice jest taka skryta... Nie chce się przy mnie przyznać do swojego zdania...
Matko, co ja ze sobą robię...
Ten temat szybko się zakończył. Znowu skupiłyśmy się na filmie.
Chwilę później zauważyłam, że wzrok Pattie nadal błądzi po pokoju. Spojrzałam na nią pytająco.
- A co z Billsem? - wypaliła.
Co miałam jej powiedzieć? W sumie nie widziałam go długo. I dobrze, miałam nadzieję, że go więcej nie zobaczę.
- Jakoś tak ostatnio go nie widuję. Może dał mi spokój?
- A może się ciebie boi?
- Nie sądzę, nie wie, do czego jestem zdolna. Jeszcze nie miałam okazji mu pokazać. Ale niech się nie martwi, jeszcze trochę i nie będzie z nim problemu.
Nie wiem, jak zrozumiała to Pattie. Bo chyba nie sądziła, że chcę go zabić?
Głośno przełknęła ślinę i przysunęła laptopa bliżej siebie.
- Skończyło się. Chyba idziemy spać - uśmiech znowu pojawił się na jej twarzy.
Podziwiałam ją za to, że mimo tego, co wcześniej słyszała, potrafiła dalej się uśmiechać i bez problemu rozpocząć nowy temat.
- Uhm... Pattie, mogę wejść na twittera? - zapytałam.
- Jasne, później wyłącz. Dobranoc.
- Dobranoc, do jutra.
Wystukałam na klawiaturze adres i zalogowałam się. Zadziwiające, jak dużo dzieje się po północy. Co chwilę kilkadziesiąt nowych tweetów.
Sprawdziłam profil Lisy. Nic szczególnego, dzień jak co dzień.
W sumie nie wiedziałam, co chcę napisać.
Jak tam, Louis?
To go zdziwi. Jeśli jest na twitterze, odpisze z pewnością.
Minęło kilkanaście minut. Przeglądnęłam jeszcze zdjęcia fanpage'ów na facebooku, a odpowiedzi brak.
Pewnie śpi. Albo nie wie, co napisać...
***
- Alex, wracasz ze mną?
Jak zwykle, to samo pytanie ze strony Marg. Mieszkała na osiedlu niedaleko mojego domu, często razem wracałyśmy. Przytaknęłam i zaczęłam ubierać buty. Dzisiaj na szczęście nie musiałam iść do pedagoga, ale wychowawca na swojej lekcji patrzył na mnie cały czas. Kilka razy celowo przeszedł koło mojej ławki, niby zaglądając do zeszytu. Tak naprawdę pewnie chciał zobaczyć moje nadgarstki. Wiedziałam, że dziewczyny powiedziały mu o wszystkim. Nie miałam im tego za złe, chociaż może...
Póki co nie odzywał się w tej sprawie. Czułam, że zatrzyma mnie po lekcjach, ale dał mi spokój. Raczej nie ma podejścia do uczniów, jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów. Wolałam nie mieć z nim do czynienia. Denerwowała mnie jego wiecznie obojętna postawa. Niby ponury, a jednak próbuje żartować. Szkoda, że mu to nie wychodzi.
Gdyby naszą wychowawczynią była ta sama nauczycielka, co na początku liceum, pewnie wszystko wyglądałoby inaczej. Kobieta zawsze znajdzie wspólny język z dziewczynami, a on, w dodatku nieposiadający własnych dzieci, nic nie wie o tego typu rzeczach.
Wyciągnęłam słuchawki z plecaka i podłączyłam do telefonu. Przeleciałam z góry na dół swoją playlistę, by znaleźć odpowiednią piosenkę. Wreszcie zdecydowałam się na jedną z weselszych. Założyłam plecak i wyszłam z Marg ze szkoły.
Lisa szła gdzieś z przodu z innymi dziewczynami. Czasami miałam ochotę właśnie z nią iść do domu, ale szła w inną stronę.
- Czekaj Alex, wrócę się do sklepiku - powiedziała Marg i zrzuciła swój plecak niedaleko ogrodzenia, do którego prawie doszłyśmy.
Rozglądając się po okolicy, dostrzegłam znajomy, czarny samochód. Niepotrzebnie panikowałam, przecież na świecie jest takich tysiące...
Mimo wszystko czułam, że to jego samochód. Czułam, że ktoś mnie obserwuje. Rozglądałam się nerwowo na wszystkie strony. Zdałam sobie sprawę z tego, że na dziedzińcu jestem już sama. Marg była w szkole, dzieciaki już dawno rozeszły się. Zaczęło robić się niebezpiecznie...
Kiedy patrzyłam na kruszące się mury szkoły, usłyszałam czyjeś kroki. Gwałtownie się odwróciłam. Serce na chwilę przestało bić, kiedy zobaczyłam wysokiego, brązowowłosego osobnika zmierzającego ku mnie spod drzewa. Uśmiechał się tak samo, jak zwykle. Pod okiem miał słabo widocznego siniaka. To "pamiątka" po tamtym dniu...
- Cześć, piękna.
Jeszcze jedno słowo, a obiecuję, że coś mu zrobię...
- Może chciałabyś, żebym odwiózł cię do domu?
- Nie - z mojej strony zabrzmiała stanowcza, szybka odpowiedź.
- Jesteś tego pewna?
Co on chciał zrobić?
Nagle zauważyłam, że zakłada mój plecak na lewe ramię. Zanim zdążyłam rzucić się na niego, by odzyskać moją własność, jego prawa ręka powędrowała w okolice zgięcia nóg. Z zaskakującą łatwością przerzucił mnie przez ramię i niósł w stronę swojego samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz