piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 1.

Poczułam czyjeś ciche kroki. To była mama. Podeszła do mnie spokojnie, kładąc rękę na moim ramieniu. Musiała usłyszeć cichy płacz, mimo że usiłowałam zamknąć wszystkie odgłosy zasłaniając szczelnie twarz rękami. Słone łzy powoli spływały po moim policzku, by zaraz spaść na ćwiczenia z historii. Zrobiła się na nich już spora, wilgotna plama, rozmywając niebieski tusz pióra. A może to trzask zamykanego ze złością laptopa przywołał ją do mojego pokoju...? Nie chciałam jej widzieć, nie chciałam z nią rozmawiać. Myślała, że paroma dniami nadrobi 16 wcześniejszych lat mojego życia.
To przez nią. Gdyby od początku do końca budowała między nami dobre relacje, ten okres mojego życia nigdy by nie nastąpił. Teraz stara się przybliżyć do mnie wszystkimi słodkimi słówkami, robieniem kolacji, pytaniem o szkołę...
- Alex... - zaczęła cicho - Powiedz mi, proszę. Co się dzieje?
Nieważne, że będę to chować w sobie. Z pewnością nic jej nie powiem.
- Idź stąd. Odwal się ode mnie - wymruczałam przez łzy tak, by brzmiało to w miarę poważnie.
- Alex, to przeze mnie, wiem... Powiedz mi, naprawimy to...
Cisza. Tłumiłam łzy, poruszyłam ramieniem, by zdjęła z niego swoją rękę.
- Przepraszam - szepnęła.
Otarłam oczy dłońmi i odwróciłam twarz w jej stronę. Wściekłość powoli rozlewała się po moim ciele, trafiając najpierw do drżących rąk, aż w końcu utknęła w gardle.
- Jesteś śmieszna - krzyknęłam - Obudziłaś się po tylu latach i myślisz, że mi to wynagrodzisz. Nie licz, że kiedykolwiek będę traktowała cię jak matkę.
Po wykrzyczeniu tych paru zdań rozpłakałam się na dobre i łapczywie wciągając powietrze ponownie ukryłam twarz w dłoniach. Czułam, że to uraziło matkę, ale... zasłużyła.
Po chwili usłyszałam łagodny dźwięk pantofli spotykających się z teksturą miękkiego dywanu. Poszła sobie, znów jestem sama. Nagle rozległ się dźwięk wiadomości sms. Niechętnie wyciągnęłam rękę po telefon.

Od: Claudia
i jak w domu ??

Idiotka. Też nie jest bez winy. Udałoby mi się gdyby nie ona i te wścibskie gówniary, jej przyjaciółeczki. Westchnęłam i sięgnęłam po chusteczkę.Delikatnie wytarłam mokre ćwiczenia. No cóż, baba się wydrze. I tak już wszystko wie - chyba cała szkoła wie.

Zabijcie mnie.

Enter. Kolejna taka sama wiadomość na twitterze. Nikt nie odpisuje. Lisy nie ma na skypie, pisała, że gdzieś wyjeżdża na weekend. Czyli spędzę przemiłą, samotną sobotę i niedzielę. Wydaje mi się, że nawet ona tego nie rozumie i nie chce ze mną gadać. O dziwo, na moim timeline ukazała się odpowiedź na tą nietypową prośbę.

Każdy ma prawdo do życia, a zwłaszcza taka piękna dziewczyna jak ty.

Kto to? Login nic mi nie mówi. To jakiś chłopak, zajrzałam na jego profil. To miłe, że odpisał.

Nie rób tego więcej, te blizny szpecą twoje piękne ręce.

Poczułam się nieswojo. Ktoś sobie robi żarty? A może mnie zna?

Znamy się? - napisałam

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Oczywiście, bliżej niż myślisz :)

Teraz zrobiło się dziwnie. Ta, ktoś sobie robi żarty. Mimo tego, co sobie wmawiałam, miałam złe przeczucia. A może to...?
Aż strach pomyśleć, że ON ma mojego twittera. Może dlatego niszczy mi życie?

Kim jesteś? - zapytałam.

Tym razem nie doczekałam się  odpowiedzi. Żarty, pewnie.
- Alex, kolacja - usłyszałam wołanie z dołu.
Jeszcze raz otarłam twarz i, upewniając się, że wyglądam w miarę normalnie, poszłam po kanapki. Nie miałam ochoty na jedzenie z rodzicami, więc od razu wróciłam do pokoju. Nikt nie protestował. Na schodach usłyszałam jeszcze głos taty:
- Co jej jest?
- Była dzisiaj u pedagoga - mruknęła Annie.
Skąd ona to wie?!
Ta odpowiedź zatrzymała mnie na schodach. Dyskretnie spoglądałam zza poręczy na rodziców i starszą siostrę.
- Skąd wiesz? Mówiła ci?
- Nie, mówiła mi ta jej Claudia, czy jak jej tam.
Czułam, jak wściekłość wzbiera się we mnie ponownie. A to...
Wiedziałam, że puści parę. Zawsze chciała, żeby wokół niej było głośno i najwidoczniej myślała, że ja też chcę zrobić z tego sensację. Miał nikt nie wiedzieć, chociaż ta baba, "pedagog", prędzej czy później by zadzwoniła do moich rodziców. Gdy mama zapytała o cel mojej wizyty, Annie mruknęła coś, ale nie usłyszałam już tego. Chyba nie wie. Przynajmniej o tyle dobrze.

Do: Claudia
Zginiesz suko.

Niech się martwi. Dotychczas myślała, że jesteśmy przyjaciółkami i że to Pattie i Lisa niszczy naszą przyjaźń. Ale ja zawsze uważałam, że jest idiotką i nigdy między nami nie było nic więcej niż kontakt wzrokowy i parę słów.
- Alex, chodź tu - usłyszałam wołanie ojca.
Nie ma mowy, nie pójdę tam. Żeby czuć wzrok matki, ojca i Annie na sobie, poczucie winy i wstyd? Będą mnie wypytywać i męczyć, a ja i tak nic im nie powiem.
- Alex... - tym razem matka próbowała.
Po chwili do pokoju weszła Annie.
- Alex, to i tak się wyda - mruknęła siadając na łóżku.
- Co wiesz od Claudii? - zapytałam ignorując wypowiedziane przez nią zdanie.

_____________
Oto pierwszy rozdział, mam nadzieję, że zachęcający ;)
Myślę, że każdy domyślił się, jaki problem ma Alexandra, ale jeśli nie - będzie o tym mowa przez całe opowiadanie :D

1 komentarz: