sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 2.

Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce pod ścianą. Nie obyło się bez pytań i ciekawskich spojrzeń. Parę osób pytało mnie o samopoczucie, dziewczyny szeptały coś, wytykając mnie palcami. Czułam się okropnie. Wszyscy o tym wiedzieli. Wywołałam sensację; nic dziwnego, jeśli Claudia to jeszcze wyolbrzymiała. Zasłaniając mnie własnym ciałem, odpowiadała dumnie "Odczepcie się, ona nie chce rozmawiać". Jakby jednak i tak chciała zwrócić na siebie uwagę, a mnie odsunąć na drugi plan. Okej, mi to nie przeszkadza. Jeśli jej się uda, to proszę bardzo.
Wyciągając książki z plecaka czułam na sobie spojrzenia 20 par oczu. Każdy mój ruch był bacznie obserwowany. Wszyscy starali się być mili, ale tylko mnie denerwowali. To było cholernie sztuczne - mimo wszystko i tak twierdzili, że robię z siebie niepotrzebnie ofiarę.
- Jak tam? - Alice uśmiechnęła się do mnie słabo.
Siedziałam z nią w ławce. Była miłą, życzliwą i spokojną osobą. Zawsze mi pomagała, jeśli czegoś potrzebowałam. Ale była zbyt spokojna, dlatego poza kolegowaniem się nie było między nami nic silniejszego. Siedziałam z nią tylko dlatego, że jakoś na początku tak wyszło, ale nie żałuję tego. Gdyby nie była tak nieśmiała, z pewnością mogłybyśmy być przyjaciółkami. Uwielbiała słuchać i mało mówiła o sobie, więc nie przeszkadzało jej, jak opowiadałam o swoich "przygodach", np. z Billsem.
Wiedziałam, co miała na myśli zadając pytanie "Jak tam?". Chciała się dowiedzieć, co się zmieniło po tym dniu...
- Nie mówiłam im, ale Claudia powiedziała Annie o wszystkim.
- O wszystkim? - Alice wydawała się być zdziwiona
- No, nie do końca... Powiedziała o Billsie. A rodzice jak to rodzice - od razu "Pewnie się mu podobasz" i tyle. Ale nie wybaczę jej tego.
- Dlaczego?
Alice nie uzyskała odpowiedzi, bo do klasy weszła babka od biologii. Nienawidziłam jej starej, zrzędliwej gęby. Każdy nauczyciel sprawiał, że odechciewało mi się uśmiechać, ale ona była wyjątkowo straszna.
Kiedy zadzwonił dzwonek, od razu pobiegłam do łazienki, a za mną Claudia i Pattie. Chciałam uwolnić się od tych wszystkich spojrzeń. Po drodze spotkałam jeszcze te gówniary z klasy niżej. Wołały coś, ale je ignorowałam. Cały czas chichotały i szeptały coś do siebie. Miałam ochotę im wpieprzyć, ale na korytarzu stała jedna z nauczycielek.
- O co ci chodziło? - zapytała jak gdyby nigdy nic Claudia, machając mi przed nosem telefonem.
W odpowiedzi mocno ją spoliczkowałam. Kiedy gwałtownie odchyliła głowę do tyłu, kropla krwi spadła na podłogę.
- Idiotko! - krzyknęła przykładając dłoń do nosa.
- Nie krzycz szmato. Ja jestem idiotką? Było jasno powiedziane: NIKT nie ma to tym wiedzieć, a już zwłaszcza Annie. Chyba nie sądziłaś, że zatrzyma to dla siebie?
- No ale o co ci chodzi? Powiedziałam tylko o Billsie.
Zacisnęłam mocno wargi. Sprawa z Mitchelem nie była najważniejsza, ale ona po prostu tak o powiedziała o tym najmniej odpowiedniej osobie. Jaką miałam pewność, że nikt inny o tym nie wie?
- Tylko? To moja tajemnica! Tak samo ważna jak... ugh.
Claudia skrzywiła się z bólu dotykając policzka. Przyłożyła mokrą chusteczkę do nosa i kontynuowała swoje tłumaczenie:
- Powiedziałam tylko o nim i o niczym więcej. To chyba nic złego, rodzice ci nic nie zrobili?
- Nie rozumiesz, że zdradziłaś moją tajemnicę? Może teraz będę chodzić po szkole i mówić "cześć, Claudia się tnie"? Jakbyś się czuła?
Nic nie odpowiedziała. Było jej głupio, wiedziałam to.
- Po prostu obydwie zaprzyjaźniłyśmy się z nieodpowiednią osobą - mruknęła w końcu i wyszła z łazienki.
Chwilę stałam tam, ciężko oddychając. Później zdałam sobie sprawę z tego, co ona powiedziała. "Zaprzyjaźniłyśmy się"? Śmieszne. Ile razy mam jej powtarzać, jej nienawidzę?
Zadzwonił dzwonek, więc wyszłam na korytarz. Rozglądnęłam się, czy nie ma tam przypadkiem tej durnej baby. Nigdzie jej nie było, więc weszłam do sali.
To było nie do opisania, co stało się w moim ciele, kiedy weszłam do środka... Koło mojej ławki stał nie kto inny, jak ona, ta "pedagog". Wypytywała o coś Alice.
Czułam, jak cała drżę. Zwłaszcza dłonie, którymi powoli zgarniałam włosy z twarzy. Wydawało mi się, że wyglądałam na przestraszoną, a nie tak miało być... Ciężko przełknęłam ślinę, cały czas stojąc w osłupieniu na drugim końcu sali. Nie wiedziałam, czy podejść tam czy nie. Wszyscy się na mnie gapili. Czuli, że jestem jednocześnie zaskoczona i przestraszona jej obecnością. Nie wiedząc, co zrobić, wybiegłam na korytarz. Stanęłam pod ścianą i powoli osunęłam się na podłogę, trzymając twarz w dłoniach. Usłyszałam dźwięk naciskanej klamki.
Wyszła.
Spieprzyłam.
Teraz z pewnością mnie zaciągnie do tego swojego gabinetu. Od razu mnie zauważyła i przyśpieszyła kroku.
- Boisz się mnie? - zapytała swoim wkurzającym, niskim głosem.
Nic nie odpowiadałam.
- Chodź, porozmawiamy.
Tak, pewnie. Znowu. Żebym się najlepiej rozpłakała, żeby znowu głos mi drżał i żebym rozcinała sobie skórę na dłoniach paznokciami...
Pomogła mi wstać. Nie wiem, dlaczego się podniosłam i poszłam za nią. Czułam, jak łzy napływały mi do oczu. Wewnątrz mnie jakiś głos krzyczał "Zostaw mnie!", ale posłusznie szłam za nią.

__________
Oto drugi rozdział, może niezbyt ciekawy, ale wszystko się rozkręci ;)


1 komentarz: