środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 5.

- A-Alex? - Pattie patrzyła na nas zdziwiona.
Popatrzyłam na Louisa jeszcze raz tym samym nienawistnym spojrzeniem i opuściłam głowę. Pewnie pomyślała, że my... Ehh. Chyba było widać po mnie, że niezbyt jestem z tego spotkania zadowolona?
- My... - zaczęłam - Opowiem ci. To nie jest to...
Pattie zaczęła się śmiać. Nie rozumiem, co jest takiego zabawnego, że jej brat próbował poderwać kolejną laskę, i to jeszcze jej koleżankę? Chyba noc miałam spędzić z Pattie, a nie z Louisem?
Louis cały czas pocierał policzek, na którym dopiero co odcisnęła się moja dłoń. Wychodząc powoli z pokoju puścił do mnie oczko.
- Do zobaczenia, Alex.
Do zobaczenia? Nie miałam zamiaru go więcej widzieć.
Pattie zamknęła za sobą drzwi, dalej śmiejąc się z całej sytuacji.
- Spoko, Alex... Nie uwierzyłabym jakby ktoś mi powiedział, że ty i Louis... - tym miejscu chichot nie pozwolił jej dokończyć zdania.
Stałam z wyrazem zażenowania pod ścianą, z rękami skrzyżowanymi na piersiach.
- Przepraszam, ale... Wiesz, jaki jest Louis.
- Mhm, spoko - mruknęłam.
Pattie podeszła do łóżka i wykonała zachęcający gest w stronę kanapy, która stała po drugiej stronie.
Jej pokój był dość mały. Całą ścianę prostopadłą do tej, pod którą stałam, zajmowało rozsuwane lustro, za którą kryła się garderoba. Tuż przy nim stało biurko, po przeciwnej stronie - regał z książkami. Łóżko mieściło się w małym zagłębieniu po drugiej stronie. Naprzeciwko stała kanapa, więc przejście było bardzo wąskie. Dlatego nie mogłam stamtąd uciec, kiedy Louis usiłował mnie... ehh.
Posłusznie usiadłam na miękkim siedzeniu i położyłam swoją torbę obok. Przez chwilę siedziałyśmy z Pattie w milczeniu.
Nie należała do najbrzydszych. Miała duże, niebieskie oczy, przysłonięte blond grzywką. Jej włosy sięgały do połowy pleców. Była dość szczupła i wysoka, nieco niższa ode mnie. A mimo to uważałam, że jest o wiele ładniejsza.
- Zaraz przyniosę ci prześcieradło - jej głos rozdarł ciszę - Jak chcesz, możesz się wykąpać.
Wolałam nie tracić na to później czasu, więc wyciągnęłam z torby piżamę i wyszłam z pokoju.
Oczywiście, jako pierwszy w oczy rzucił mi się wysoki osobnik płci męskiej, stojący obok drzwi do łazienki.  Uśmiechał się tym swoim drwiącym uśmieszkiem, opierając się o ścianę z rękami skrzyżowanymi na piersiach.
- Wiesz... Zawsze mogę ci potowarzyszyć - powiedział.
Zacisnęłam wargi. Widziałam czerwony ślad na jego policzku, a miałam ochotę w tym samym miejscu uderzyć go ponownie. Zacisnęłam pięści i mocno odepchnęłam go od ściany.
- Odwal się - mruknęłam i zamknęłam drzwi.
***
- Pościeliłam ci kanapę - uśmiechnęła się Pattie.
- Uhm... Dzięki - powiedziałam i westchnęłam.
Pattie chyba wiedziała, o co chodzi. Zerknęła przez szybę w drzwiach i od razu zauważyła w niej swojego brata, opierającego się w tej samej pozycji co wcześniej, przy ścianie niedaleko jej pokoju.
- Louis... - mruknęła - Zaraz wracam.
Próbowałam usłyszeć, o czym mówią. Jednak znajdowali się za daleko, a drzwi były zamknięte. Podeszłam do nich cicho i uchyliłam je.
- Lou, jeszcze raz zbliżysz się do Alex, a...
- No co? Nic mi nie zrobisz, mała.
- Nie odzywaj się tak do mnie!
Pattie wydawała się być wkurzona, jednak zachowywała spokój.
- Może nie ja, ale Alex...
Louis zacisnął wargi i popatrzył w stronę drzwi. Widząc moje oko przez szparę, uśmiechnął się i szybko odwrócił głowę w stronę Pattie.
- Zobaczysz, niedługo będziesz częściej ją tu widywała...
- Jak... Jak śmiesz?! Alex to nie byle kto! To nie są te dziewczyny z klubów, jeśli można to nazwać dziewczynami... Nie znasz Alex...
- Znam. Lepiej niż ty - przerwał Louis.
- Co masz na myśli?
Chłopak jeszcze raz spoglądnął w moją stronę i widząc, że dalej ich podsłuchuję, mruknął:
- Kiedyś ci powiem.
Miałam złe przeczucia. Czerpał skądś informacje o mnie? Nie przypominam sobie, żebym mogła w jakiś sposób je ujawnić. Dziewczyny nie zadawały się z nim, nie znały go. Właściwie tylko Lisa wiedziała, że Pattie ma brata, ale nawet nie zna jego imienia...
Na myśl przyszło mi najgorsze. Zapomniałam, że miałam pozostać niezauważona dla Pattie - po prostu wybiegłam z pokoju, nie zwracając uwagi, że jestem w błękitnej, krótkiej piżamie w baranki.
- Masz... mojego... twittera?! - warknęłam, ciężko oddychając.
W odpowiedzi Louis zaśmiał się.
Jego bezczelność sprawiła, że jeszcze bardziej się wściekłam. Podbiegłam do niego i przydusiłam jego szyję do ściany.
- Mów! Masz?
Pattie była przerażona. Już dawno została przeze mnie odepchnięta. Patrzyła na całe zajście z boku, co chwilę powtarzając "Alex, nie...".
Chłopak wydawał się być niewzruszony moją siłą i agresją. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział:
- Następnym razem uważaj, maleńka.
Nie wytrzymałam. Uderzyłam go z całej siły pięścią w twarz, kopiąc przy okazji w krocze. Louis zwinął się z bólu, usiłując odepchnąć moją rękę. Z jego nosa popłynęła stróżka krwi, w oczach pojawił się strach. Cały drżał, sycząc i jęcząc z bólu.
 Zaraz jednak zdałam sobie sprawę z tego, co się stało.
Ktoś wie o mnie wszystko. Ktoś ma mojego twittera... To on, on był tym gościem, który odpisywał na moje wszystkie wiadomości. Najmniej odpowiednia osoba. Może tylko Bills byłby większym zagrożeniem, ale... Jak to mogło się stać?
Moja twarz zmieniła wyraz z wściekłego na przerażony. Oczy były szeroko otworzone. Poczułam, jak napływają do nich łzy. Wargi zaczęły drżeć, więc oblizałam je kilka razy. Ręce też nie pozostawały spokojne. Kątem oka zobaczyłam, jak duże oczy Pattie otwierają się jeszcze szerzej z przerażenia. Dłońmi zasłoniła twarz, nie wiedząc, co ma zrobić. Zaraz jednak podeszła do brata i zaczęła oglądać jego okaleczoną twarz. Louis leżał pod ścianą, zwijając się ciągle z bólu. 
Zaczęłam płakać. Nie chcąc, żeby ktoś zobaczył, jak płaczę, a jednocześnie czując się niezręcznie widząc, jak przerażona Pattie usiłuje opatrzyć brata, pobiegłam do pokoju, chowając twarz w dłoniach.
Rzuciłam się na kanapę. Wtuliłam głowę w poduszkę, cały czas zadając sobie pytanie: co właśnie się stało?!
Może wydawałoby się, że to tylko twitter, jakaś głupia strona internetowa. Ale twitter... to było całe moje życie. Kilka lat mojego życia, dokładnie zapisanych w wiadomościach...
Mógł zobaczyć wszystko. "Relacje" z każdej kłótni z rodzicami, moje uczucia, to, co myślę o Pattie, innych dziewczynach, Billsie...
Wszystko mógł wykorzystać przeciwko mnie.
Słyszałam, jak Louis krzyczy na korytarzu. Parę razy ktoś przebiegł wzdłuż niego, trzaskając parę razy drzwiami. Nie wiem ile czasu minęło, gdy Pattie znowu weszła do pokoju. Może pół godziny, godzina... Była już wykąpana. Usłyszałam, jak siada na łóżku. Nie widziałam jej, bo cały czas twarz miałam ukrytą w poduszce. 
- Alex... - zaczęła cicho.
Na dźwięk jej wysokiego głosu, jeszcze mocniej się rozpłakałam. Zraniłam część jej, bo mimo że jej brat był jaki był, to mimo wszystko był jej bratem.
- Alex, ja... 
Co chwilę wzdychała, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Wreszcie udało jej się sklecić jakieś zdanie.
- Ja... wiem, że jesteś zdenerwowana... Emm... może więcej, niż zdenerwowana...
Znowu przerwa. Było jej głupio, bo przecież nie wydrze się na mnie, nie zacznie mnie wyzywać, musiałyśmy jakoś dotrwać w zgodzie do rana.
- Rozumiem cię - westchnęła, jakby nie mogła długo tego z siebie wyrzucić - Pewnie twitter to dla ciebie coś ważnego... Ja nie wiem, dla mnie to się wydaje głupie... nie obraź się... ja nie wiem nawet co to jest, ale widząc ciebie... Dobrze zrobiłaś.
Ostatnie zdanie wprawiło mnie w osłupienie. Dobrze zrobiłam? 
Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Podniosłam głowę z poduszki i spojrzałam na nią. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mam całą twarz spuchniętą, oczy czerwone, a włosy rozczochrane. Ale to była Pattie. 
- Nawet nie wiesz, ile razy chciałam tak przylać mojemu bratu. Ilekroć wracał do domu pijany, ilekroć przywoził jakieś dziewczyny do siebie... musiałam patrzeć, jak się obściskują, słyszeć krzyki... wiesz, o co mi chodzi... z pokoju Louisa... On nie pomaga matce. Wiem, że nie jest z niego zadowolona. Nigdy nie miałam odwagi tak postąpić jak ty. Dziękuję.
Nie wiedziałam, czy w tym momencie mam odpowiedzieć "nie ma za co". Czułam się niezręcznie. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie są stosunki pomiędzy Pattie a Louisem, a raczej jakie zdanie Pattie ma o bracie.
- Zrozum mnie... Ja nie mogłam inaczej zrobić. To było silniejsze ode mnie.
- Spokojnie, rozumiem. A teraz powiedz, co chciał zrobić na samym początku. No i oczywiście musimy porozmawiać o Billsie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz