poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 4.

- Okej, już wychodzę - powiedziałam do słuchawki i rzuciłam telefon na łóżko.
Byłam już prawie gotowa. Miałam na sobie jeansowe rurki i szarą tunikę. Zarzuciłam jeszcze biały, luźny sweter. Do mojej "nieśmiertelnej" torby w kolorowe kropki spakowałam piżamę, kosmetyki i telefon. Nic więcej nie było mi trzeba, przed szkołą wrócę jeszcze do domu.
Szybko wystukałam na klawiaturze laptopa "Idę, pa" i zamknęłam twittera.
Nie wiem, dlaczego, ale podczas rozmowy z Lisą wydawało mi się, że jest zazdrosna. O to, że idę na noc do Pattie? Wydaje mi się, że nic do niej nie miała. Poza tym, sama parę razy wspominała, że nie przepada za nocowaniem. Może mi się tylko wydawało.
Nie miałam czasu żeby sprawdzić, czy pojawiła się odpowiedź na którąś z moich wiadomości na twitterze. Wyłączyłam laptopa i ubrałam buty.
Na parkingu niedaleko domu stał czarny samochód brata Pattie. Na samą myśl o tym, że on jest w środku i kieruje pojazdem, ciarki przeszły mi po plecach. Nie przyglądałam się, czy ktoś jest w środku. Weszłam na tylne siedzenie rzucając szybkie "cześć". Dopiero wtedy zauważyłam, że mojej koleżanki nie ma. Na przednich siedzeniach siedział tylko Louis.
- Cześć - uśmiechnął się - Chodź, usiądź z przodu.
Nie wiedziałam, dlaczego, ale posłusznie wysiadłam i usadowiłam się na przednim siedzeniu obok miejsca kierowcy.
- Pattie nie będzie jeszcze przez pół godziny, wyszła na chwilę z mamą.
- Mhm - mruknęłam i zapięłam pasy.
Dziwne wydawało mi się, że Louis nie zamierzał ruszać.
- W tym czasie zaopiekuję się tobą - szepnął przysuwając usta do mojego ucha.
Poczułam ciarki na ciele. Wilgotne powietrze przeszło przez moje ciało, przez co na chwilę wstrzymałam powietrze. Szybko jednak poprawiłam swoją pozycję na siedzeniu i przysunęłam się bliżej okna. Louis, widząc moje zakłopotanie, zaśmiał się głośno.
- Jesteś słodka - uśmiechnął się.
Bezczelny. Znamy się ledwo, właściwie można powiedzieć od 2 minut - wcześniej nie mieliśmy okazji do rozmowy. A on myśląc, że jestem byle "laską" bez wahania zaczął mnie uwodzić.
Modliłam się, żeby w drodze było jak najmniej postojów. Louis na każdym a nich patrzył na mnie z tym swoim uwodzicielskim uśmieszkiem. Bezczelnie przysuwał dłoń do moich ud, jednak broniłam się przed każdym jego śmiałym ruchem.
- Przestań - warknęłam, gdy zrobił to po raz kolejny.
On, jakby nie miał w ogóle wstydu, po prostu zaczął się śmiać i dalej skupił się na jeździe.
Nie będzie łatwo.
Kiedy dojechaliśmy pod dom, pospiesznie wysiadł z samochodu i pobiegł otworzyć mi drzwi, zanim zdążyłam wyciągnąć torbę i odpiąć pas. Chwyciłam jego rękę, kiedy pomagał mi wysiąść. Dalej utrzymywałam z nim jak największy dystans. Wiedziałam, że nie było nikogo w domu, więc byłam zmuszona poczekać, aż mnie dogoni i otworzy drzwi. Nie ukrywam, że nie spodziewałam się po nim takich "dżentelmeńskich" gestów. Pozwoliłam, by zdjął i powiesił moją kurtkę na wieszaku.
Ze względu na nieobecność Pattie nie wiedziałam, co mam dalej robić. Louis wykonał zachęcający gest w stronę salonu, każąc mi usiąść.
- Napijesz się czegoś? - zapytał.
- Mhm, możesz mi zrobić herbatę.
- Z przyjemnością - znów ten uwodzicielski uśmiech.
Minęło parę minut, zanim Louis wrócił z filiżanką herbaty do salonu. W tym czasie rozglądnęłam się po wnętrzu, mimo że widziałam je już mnóstwo razy. Kilka rodzinnych zdjęć, przedstawiające małą Pattie z bratem, ich rodziców, parę widokówek z wakacji. Nic szczególnego, a jednak salon wydawał się być wyjątkowo przytulny.
Chwyciłam filiżankę i powoli upijałam z niej kolejne łyki.
- Jak tam z panią pedagog? - wypalił nagle Louis.
- Skąd wiesz?
- Hmm, może lepiej będzie jak sama się dowiesz. Nie chcę nam... tobie psuć humoru.
Nam?
Bezczelny.
- Czyli to Claudia - mruknęłam.
Miałam się do niego nie odzywać, ale w sumie jedno zdanie nic nie zmieni. Kiedy odstawiłam filiżankę i założyłam nogę na nogę, Louis przysunął się niebezpiecznie blisko mnie. Poczułam się nieswojo czując jego umięśnioną sylwetkę przylegającą do lewej strony mojego ciała. Był ode mnie niewiele wyższy, a jednak jego ciepły i spokojny oddech lekko rozwiewał mi włosy na czubku głowy. Odchrząknęłam, by zwrócić mu uwagę, jednak nie reagował. Zamiast tego podniósł rękę i odgarnął mi włosy z twarzy.
- Jesteś piękna - szepnął.
Znów to samo uczucie... Gorący szept wzbudzający ciarki na plecach. Jego wzrok spoczął na lewym profilu mojej twarzy, kiedy ponownie uniósł rękę, tym razem by przejechać palcami po moim udzie.
- Nie myśl, że uda ci się mnie uwieść jak każdą... - powiedziałam wstając z kanapy.
- Dlatego będziesz dla mnie wyzwaniem - uśmiechnął się drwiąco.
Nie chciałam mówić mu, jaki jest bezczelny. Widzimy się tylko raz i nic to nie zmieni w naszych relacjach... Może tylko na gorsze, bo wiem, jakim jest dupkiem.
Pospiesznie weszłam po schodach na górę do pokoju Pattie. Stwierdziłam, że nie będzie miała nic przeciwko temu, żebym się rozgościła zanim wróci.
Myślałam, że uwolniłam się od Louisa, jednak po chwili drzwi się otwarły, a w ich progu stanął właśnie on. Zdziwienie i zdenerwowanie jego nagłym pojawieniem się w pomieszczeniu sprawiły, że gwałtownie podniosłam się z łóżka zrzucając telefon na dywan. Uwięziona między regałem na łóżkiem czekałam, co zrobi. Oczywiście podszedł niebiezpiecznie blisko mnie. Zaczęłam ciężej oddychać, mając przed oczami jego umięśniony tors uwięziony w szarej koszulce. Przez chwilę nic nie robiliśmy - oczekiwałam jego reakcji. Spoglądał na mnie z góry, chyba korzystając ze swojego wzrostu, choć był tylko trochę wyższy ode mnie. Po chwili poczułam jego ręce po obu stronach mojej talii. Odsunęłam się pod samą ścianę, opierając się o nią. Byłam obezwładniona strachem i jego oddechem, energią, która biła od niego...
- Co ty robisz? - szepnęłam.
W odpowiedzi chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
- Zostaw mnie... - warknęłam.
Jednak on nie zwracał uwagi na moje nakazy. Przeniósł dłonie na moje ręce i podniósł do góry, oglądając okaleczone nadgarstki. Przycisnął je do swojego ciała i bezczelnie zaczął znaczyć mokre ścieżki wzdłuż mojej szyi.
Tego już było za wiele. Moje ciało nagle przepełnił gniew. Podniosłam rękę i mocno uderzyłam go w policzek. Gwałtownie odchylił głowę w bok i zrobił dwa kroki w tył. Z wściekłością, a jednocześnie strachem przed jego reakcją oczekiwałam, aż jego głowa wróci do poprzedniej pozycji.
- Jesteś ostra - mruknął - podobasz mi się...
- Jak ty... jak możesz mieć czelność tak mnie traktować? - krzyknęłam - Nie jestem byle dziwką z klubu towarzyskiego, opanuj się. Nie uda ci się mnie uwieść.
Przygryzł dolną wargę. Już miał podnosić dłonie by znowu mnie dotknąć, jednak powstrzymał się.
- Wiem, że zależy ci tylko na tym żeby mnie przelecieć... zapomnij.
Zamiast odpowiedzieć, zaśmiał się.
- Idiota - mruknęłam.
I właśnie w takim stanie - ja, opierająca się o ścianę i Louis, stojący naprzeciwko mnie, zaciskający pięści - zastała nas Pattie, która właśnie weszła do pokoju.
________
Zapomniałam dodać na początku, że w opowiadaniu nie będzie, hm, "tych" scen, bo po prostu nie umiem ich opisywać (mimo mózgu przesiąkniętego zboczonym "Darkiem"). Nie chodzi mi o to, że w ogóle, ale po prostu będzie ich mało :D Chciałam być oryginalna i skupić się na problemach głównej bohaterki, a nie na jej relacjach z pojawiającym się "rycerzem na koniu" :D To jest, według mnie, po prostu temat oklepany i nie ma sensu wałkować tego cały czas. Oczywiście, Louis będzie bardzo często pojawiał się w opowiadaniu, nawet mogę zdradzić, że w najbliższych rozdziałach, ale Alexandra niezbyt chętnie będzie z nim rozmawiała... :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz