Wstałam dziś wcześnie rano, chyba o szóstej albo o siódmej. Nie mogłam spać. Wizja dłuższego pobytu bez rodziny, w obcym domu, była trochę przerażająca, ale jednocześnie ekscytująca. Będę mieszkać z moją przyjaciółką, a jednocześnie z chłopakiem. To prawie spełnienie marzeń. Nie wiem, dlaczego w tak krótkim czasie tak bardzo zaufałam Louisowi. Jakbym była jakimś dzieckiem, jakby to był scenariusz jakiegoś filmu. Wszystko wydaje się być tak mało realistyczne. A jednak.
- Uhm... - przerzuciłam kilka stosów ubrań w walizce - Chyba tak.
Miałam dwie walizki wypełnione po brzegi. A wzięłam tylko najważniejsze ubrania, książki, kosmetyki i laptopa. Nic się w nich nie mieściło, a wydawało mi się, że mam tak mało ubrań.
- Alex, nie masz przypadkiem jakiejś wolnej torby? - usłyszałam głos Annie z przedpokoju.
Annie wyjeżdżała do akademika. Niedługo zaczyna studia. W związku z naszą sytuacją materialną powinna przeprowadzić się jak najpóźniej, ale wolała zostawić rodziców w tym wszystkim samych. Samotność chyba wyjdzie im na korzyść.
- Nie, wszystko jest zajęte.
Denerwowałam się, jakbym od dzisiaj miała zacząć zupełnie nowe życie. A przecież to tylko kilka ulic dalej. W dalszym ciągu będę mieszkać w Wolverhampton, w każdej chwili mogę wrócić po coś, o czym zapomniałam.
Dwie godziny później pod domem pojawił się samochód Louisa.
- Hej - uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek - Gotowa?
Kiwnęłam głową.
- W takim razie idziemy.
Louis podniósł dwie walizki naraz i w tym samym momencie obydwie spadły z hukiem na podłogę.
- Uhm... Co ty tam napakowałaś?!
- Są aż takie ciężkie?
- Sprawdź sama.
Usiłowałam podnieść którąś z walizek, bez skutku. Rzeczywiście były ciężkie.
- Chodź, pomogę ci.
***
- Serio chcesz, żebym spała z tobą? - byłam przerażona i zdziwiona jednocześnie.
- Pewnie, jaki w tym problem? Jeśli chcesz, mogę ci dać osobną kołdrę - odparł, jakby to było zupełnie normalne.
- Uhm, wiesz...
- Alex, wiem, o czym myślisz - uśmiechnął się - ale nie masz się czym martwić. Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię.
- Nie, Louis, zrozum. Mogę spać na podłodze, ale nie jestem chyba na to gotowa.
Chłopak westchnął i zmarszczył brwi.
- Jesteś cholernie uparta.
Wziął bagaże i zaniósł je do pokoju Pattie.
- Pattie, rozłóż kanapę.
Ten pomysł znacznie bardziej mi się podobał. To okazja do polepszenia stosunków z Pattie, chociaż nie były one najgorsze. Lubiłam ją, ale chyba nie była moją najlepszą przyjaciółką.
- Dalej upierasz się przy swoim? Możesz zmienić zdanie - uniósł brew i uśmiechnął się.
- Nawet nie próbuj.
Westchnął i zwrócił się w stronę swojego pokoju.
- Wiesz, naprawdę się cieszę, że będziemy mieszkać razem - Pattie wyglądała na podekscytowaną.
- Uhm... ja też.
- Będziemy robić tyle rzeczy razem... Wracać ze szkoły, odrabiać zadanie, uczyć się, oglądać filmy... Strasznie się cieszę!
Pattie była trochę dziecinna, ale nie przeszkadzało mi to. Uradowana opowiadała o tym, co będziemy robić razem, podczas gdy ja myślami dawno byłam gdzieś indziej. Myślałam o tym, że codziennie będę z Louisem. I że nigdy więcej nie będę mogła sięgnąć po żyletkę. Wydawałoby się, że skoro mam przy sobie szczęście to nie muszę się okaleczać. Ale rzeczywistość bywa inna. Będzie mi ciężko, ale może wreszcie wyleczę się z tego nałogu?
- Alex, słuchasz mnie?
- Emm... przepraszam, zamyśliłam się.
- Spoko - mruknęła - pójdę po jakąś przekąskę, poczekaj.
Zaczęłam wypakowywać rzeczy z moich walizek. Większość może w nich zostać, bo przecież nie będę zajmować Pattie półek czy garderoby. I tak zajmowałam wystarczająco dużo miejsca przez rozłożoną kanapę, która zupełnie uniemożliwiała przejście między dwoma łóżkami. Ale przecież nie będę spać z Louisem.
- I jak, rozgościłaś się już? - do pokoju wszedł Louis i usiadł koło mnie.
- Nie wiem... Czuję, że się wam narzucam...
- O czym ty w ogóle mówisz? Prędzej czy później i tak byś tu zamieszkała, myślę że dzisiaj jest dobrym momentem.
- Co masz na myśli?
Uśmiechnął się znacząco. Wiedziałam, o co mu chodzi, ale to była taka mała prowokacja.
- Wiesz, że cię kocham?
Czułam, że się czerwienię. Dalej nie przyzwyczaiłam się do takiego bliskiego kontaktu z nim. Po prostu nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam.
- Alex, nie możesz wiecznie się mnie wstydzić.
- Ja wiem...
- Musisz się przyzwyczaić do tego, że każdy twój dzień będzie tak wyglądał.
***
Była już pewnie pierwsza w nocy, a my z Pattie dalej siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Co chwilę wchodziłam na twittera żeby coś napisać i sprawdzić interakcje. Cisza, spokój. Jest środa, środek tygodnia, większość społeczności śpi już albo jeszcze odrabia zadanie czy uczy się, a ja nawet nie mam zrobionego angielskiego, nie mówiąc już o tym, że jutro babka pyta nas z chemii. Nie myślałam o tym. W głowie dźwięczały mi słowa "Musisz się przyzwyczaić do tego, że każdy twój dzień będzie tak wyglądał". Dalej to do mnie nie docierało. Mam chłopaka, mieszkam z nim. Jestem z osobnikiem płci męskiej, pożądanym przez 50% dziewczyn w Wolverhampton. A jest właśnie ze mną. Z brzydką, grubą, zakompleksioną nastolatką. To wręcz jest śmieszne.
- A ty?
Zorientowałam się, że od paru dobrych minut Pattie opowiada o czymś zawzięcie, a ja jak idiotka rozmyślałam o Louisie. Znów to samo - powinnam bardziej skupiać się na rozmówcach.
- Przepraszam, zamyśliłam się...
- Ostatnio jesteś taka rozkojarzona - Pattie zaśmiała się - Zrobiłaś zadanie z angielskiego?
- Nie, coś ty... Od razu po szkole zaczęłam się pakować.
- Jutro chemia...
- Wieem, najwyżej będzie kolejna jedynka.
- Nie zależy ci na ocenach?
Przez dłuższy czas nie odpowiadałam. W rzeczy samej, tak bardzo skupiałam się na sobie, że zupełnie zapomniałam o tym, że oceny też się liczą. Jakoś nigdy nie robiło to na mnie wrażenia, że mam dostać jedynkę. Myślałam wtedy bardziej o tym, że to kolejny powód do tego, że nie powinnam już żyć. Chciałam wtedy tylko wziąć żyletkę i znowu to zrobić... To nic, że powodem byłam ja, moje lenistwo, mój egoizm...
- Alex...
- Emm... Zależy, to znaczy...
- Myślę, że powinnaś się nad tym zastanowić. Nie żebym była jakimś kujonem, ale nie zdać z chemii... Matka by mnie zabiła.
- Mhm.
Zapadła cisza. Pożałowałam, że nie słuchałam wtedy Pattie, pewnie rozmawiałybyśmy jeszcze przez dobrą godzinę. Znowu wyszłam na egoistkę. Kilka razy zerknęłam na ekra, napisałam, że idę spać i wyłączyłam laptopa. Faktycznie czas już iść spać, jeśli za pół godziny się położę, będę miała jakieś 3 godziny na wyspanie się. A jutro WF, przerąbane.
- Ja może pójdę się już wykąpać.
Pattie skinęła głową i otworzyła jakieś kolorowe pisemko z One Direction na okładce. Mnie takie rzeczy nie fascynowały.
Tutaj wszystko było mi tak dobrze znane, a jednocześnie obce - bo to nie mój dom. Tutaj nigdy nie odważyłam się zniszczyć swojej skóry kolejny raz. Zastanawiałam się, jak to będzie teraz - czy wytrzymam kilka tygodni bez okaleczania się?
Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Zawsze miałam go przy sobie, nawet w łazience. Po prostu nie mogłam się z nim rozstać. Wyjęłam obudowę, baterię i wyciągnęłam małe, prostokątne ostrze. Tyle wspomnień. Bills, łazienka, pedagog. Śmiech. Krew.
Obróciłam ostrze kilka razy w palcach. Nie chcę tego dziś robić. Dzisiaj zaczynam lepsze życie. Zawinęłam je w kawałek papieru toaletowego i wyrzuciłam do kosza. To takie dziwne. Byłam do tej żyletki jakoś szczególnie przywiązana... Pieprzona psychopatka. Nie myśl o tym.
Kiedy już wychodziłam z łazienki, poczułam czyjeś kroki za moimi plecami. Pomyślałam, że to pewnie Louis idzie się wykąpać. Już miałam wejść do pokoju, kiedy ten właśnie osobnik złapał mnie za talię i odwrócił twarzą do siebie.
- Chodź do mnie - szepnął.
- Louis, idę spać...
Było widać, że Louis wyraźnie nie życzył sobie marudzenia i odmawiania. Oplótł mnie w zgięciu kolan i pod plecami, niosąc do swojej sypialni.
- Porozmawiajmy - powiedział, zamykając drzwi do pokoju.
- Uhm... na serio chcesz tylko rozmawiać?
- Alex.
Jego ton brzmiał wyjątkowo, wręcz śmiesznie poważnie i stanowczo. Louis nigdy nie brał niczego aż tak poważnie, zawsze z każdej sytuacji czerpał jakąś radość. Oprócz momentów, kiedy był wściekły.
- Nie zrobiłaś tego dzisiaj?
- Nie.
Chyba mi nie wierzył, bo podniósł moje nadgarstki, potem koszulkę i spodenki. Wszędzie czysto, tylko stare blizny.
- To z wczoraj...? - mruknął, obserwując niemal świeże cięcia na udach.
- Uhm.
- Dlaczego wczoraj to zrobiłaś?
Cisza. Szczerze? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Po prostu z każdym dniem coraz bardziej czuję, że nie powinnam istnieć. Że cały świat jest do mnie negatywnie odwrócony... Nawet takie rzeczy czy osoby jak Louis nie mają wtedy znaczenia.
- Cholera, jestem pieprzoną egoistką.
- Hm?
Serio? Powiedziałam to na głos? Alex, ogarnij się.
- Nie, nic...
- Wyjaśnisz mi to?
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Gorąco biło od moich policzków. Pochyliłam głowę. Alex, proszę, nie rozklejaj się teraz...
Nie mogę. Nie powiem mu, nie przejdzie mi to przez gardło. Kocham go i mogłabym mu opowiadać o wszystkim, gdyby nie ta cholerna blokada. Jest gdzieś w mózgu między chęcią zamknięcia się w sobie, a otwarcia się na cały świat.
- Nie możesz tego robić, wiesz? Masz piękną skórę. Nie możesz jej niszczyć. To zostanie do końca życia. A kiedyś... Kiedyś będziesz szczęśliwa, obiecuję. I co wtedy? Dalej będziesz chciała, żeby to zostało na twoim ciele, żeby wspomnienia za każdym razem wracały?
- Nie będzie tego 'kiedyś'...
- Nie myśl tak. Ja wiem, że wiele razy miałaś myśli samobójcze. Ale przejdź przez ten okres. Za parę miesięcy, lat, te wszystkie obawy zupełnie znikną. Dorośli ludzie rzadko mają kompleksy tak poważne, żeby myśleć o samobójstwie. Chyba, że są chorzy psychicznie albo uzależnieni. Jeśli pozostaniesz przy mnie, nic ci się nie stanie. Tylko przestań.
- To nie jest takie proste...
- Tutaj wszystko zależy od ciebie, od twojego własnego zaangażowania, determinacji. Myślisz, że co jest problemem? Ludzie?
Znów to pytanie retoryczne, kontynuuj.
- Nie. Problemem jesteś ty. To tylko od ciebie zależy, co o sobie myślisz. Ludzie nie mają tu znaczenia. Przez lata byłem szukany przez policję, wyzywany, miałem najgorszą opinię w mieście i pewnie do dziś tak jest. Popełniłbym samobójstwo, gdybym nie wziął się w garść. Po prostu pewnego dnia zrozumiałem, że to co robiłem, było złe. Że zniszczyłem sobie życie, a jetem jeszcze młody. Mogę do końca życia być taki. Ale pomyślałem, że to nie ma sensu. Nie możesz przemówić do siedmiu miliardów ludzi, żeby zaczęli traktować cię jak każdego innego człowieka - żeby nie byli chamscy, nie wyzywali, nie naśmiewali się. Ale możesz przemówić do siebie - żebyś to ty się zmieniła. Większość takich sytuacji kreuje twój mózg, twoja wyobraźnia. Wymyślasz sobie, że ten chłopak w tym momencie się z ciebie śmieje. Kiedy ktoś się uśmiechnie - twój mózg kreuje od razu wizję chamskiego naśmiewania się. A wystarczy jedno proste 'nie'. Swoją psychikę możesz zmienić, a psychikę innych ludzi - nie.
- Jestem problemem, tak?
- Tak, to ty jesteś problemem. Twoja psychika, twój mózg. Walcz z tym problemem. Nie chodzi mi tutaj o to, żebyś pozbywała się samej siebie, tylko żebyś po prostu zaczęła myśleć inaczej i zmieniła się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz